Powitanie.

Ja. Kubek kawy. Laptop. Zaczynamy.

Lubię pisać, poznałam to narzędzie stosunkowo niedawno podczas pracy ze swoim Wewnętrznym Dzieckiem. Zauważyłam, że im więcej wymiatam spod swojego „dywanu”, tym „czyściej” się robi w moim domu. Uzbierała się naprawdę spora kupa. Niewiarygodne, jak długo nie dopuszczałam siebie do głosu. Jak długo blokowałam własne myśli, traktując je jako najgorszego wroga.

Gdzieś, kiedyś dawno temu – zatraciłam siebie. Ta mała dziewczynka którą byłam, dotarła do punktu w swoim życiu w którym stwierdziła, że nie jest wystarczająco „jakaś” by świat ją poznał, pokochał. Rzeczywistość była tak ciężka, że nie chciałam jej widzieć ani słyszeć. Postanowiłam się ukryć. Ukryć to co myślę i to co czuję. Sukcesywnie – w chwilach zapomnienia obrywając od otoczenia za chwilę szczerości – udawało mi się zarządzać sztucznie wykreowaną – bardzo przystępną i elastyczną osobowością. Z biegiem czasu w środku zrobiło się naprawdę nudno i pusto, nikt też specjalnie nie zachwycał się tą lepszą wersją, wręcz przeciwnie, była atakowana. To tylko zniechęcało i chowałam się coraz głębiej. Z biegiem czasu. Zapomniałam o sobie. Zgubiłam siebie.

Żyłam tak kolejne lata, starając się stawiać swoje kroki najprościej jak tylko się da. Smutna ma siła. Piszę siła ponieważ byłam  na tyle silna by wytrzymać to wszystko, wytrwać tyle lat. Smutna – ponieważ przeżyłam rzeczy których nigdy nie powinnam doświadczyć. Byłam w wieku bardzo wczesnego dorastania bita, upokarzana, lekceważona, pomijana, oskarżana, wykorzystywana. Będę się oczyszczać w postach z naprawdę ciężkich sytuacji. Dźwigałam ten balast w sobie, to cierpienie dnia codziennego wiecznie próbując zaimponować wszystkim wokół, zasłużyć na bycie kochaną, bycie w paczce, lubianą. Moja dusza nie mając sposobu wyrazu cierpiała tak bardzo że mimo ułożenia sobie życia wg powszechnie poważanych standardów, szczęśliwej miłości w związku, mimo ciężko zapracowanego sukcesu, będąc z dala od całej tej masakry – ostatecznie – poddałam się, nie dałam już rady. To wszystko co osiągnęłam nie miało dla mnie znaczenia. Nie czułam już nic. Wpadłam jak w próżnię – gdzie nie było już nic. Skoro mam wszystko – pytałam. …. To czemu nie jestem szczęśliwa.

// A więc tak wyglądasz… depresjo…  teraz widzę Cię wyraźnie. Patrzę w Twoje spokojne oczy. Nie chcesz mnie skrzywdzić. Przyszłaś dać mi szansę. Przyszłaś by dać mi oddech, tak potrzebny. //

Tutaj podczas szukania pomocy w internecie zostałam pobłogosławiona odpowiednią osobą, duchowym przewodnikiem, który pokierował mnie w stronę zadania sobie odpowiednich pytań. Dziękuję 🙏

Zapytałam więc siebie szczerze. Dla kogo osiągałam te wszystkie sukcesy? Czy pozwalałam sobie być obecną w którymś z tych momentów? Odpowiedź brzmiała : Nie, nie robiłam tego dla siebie, nie pozwalałam sobie.

Więc jak miałam czerpać radość z rzeczy które nie były przeznaczone DLA MNIE? Jak miałam coś czuć? To nie była impreza, na którą byłam zaproszona.

Olśnienie 💥💥💥 wgłębiłam się za pośrednictwem Planety serca w temat pracy z wewnętrznym dzieckiem – wszystko zaczęło układać się w całość.

Rozpoczęłam proces uzdrawiania się. Wstaję z kolan, w swojej sile.

Przełomem w tej pracy jest zrozumienie, że to co boli jest żywe. A jeśli jest żywe to należy się z tym odpowiednio obchodzić.  Zrozumiałam, że podstawową istotą mojego istnienia jest BYĆ. To jest moje podstawowe zadanie – bez niego nie mogę nawet myśleć żeby przestępować do innych. A więc zaakceptowałam swoje istnienie – zawierzyłam w jego sens. Uwierzcie nie było to proste. Abstrakcja, lecz gdy już się to zrozumie nie ma odwrotu. Następnie, wiedza że nie da się zamieść tego co ŻYWE pod dywan – będzie ciągle wypełzać i dawać o sobie znać – i dzięki Bogu!. Ja od stycznia 2020 zaglądam pod ten dywan, reaguje na te płacze, jęki, krzyki, tupania, lęki. Gdy tam zaglądam, nie widzę już samego brudu. Owszem jest tam, jest go dużo. Ale jest on na mojej małej dziewczynce. Jest tam głównie ona, cała brudna, zaniedbana, przestraszona, zapłakana. Kiedy zrozumiałam, że razem z tym całym bólem który chowałam, zamykałam też bezlitośnie ją – życie zaczęło się dla mnie od nowa. Jestem tu ! Przepraszam, już biegnę! Taka była moja reakcja. To biedne dziecko całe umorusane, zapłakane, potrzebowało mojej opieki. Jestem tu kochanie, jestem. Przepraszam, przepraszam że tak długo to trwało. Ja…ja naprawdę nie wiedziałam. A więc uzbrojona w „gąbkę, mydełko, ciepły kocyk itp” wpadam co rusz pod ten dywan gdy tylko coś usłyszę, otrzepuje swoją małą ukochaną dziewczynkę z całego tego brudu i dodaje jej otuchy. Daje jej się wykrzyczeć, wypłakać itp. nie dziwie się jej wcale, każdy byłby wściekły leżąc tyle czasu brudny zapomniany pod dywanem. Jestem tu dla niej teraz, odzyskuje jej zaufanie, słucham jej, pocieszam ją. Jestem dla niej.

Będę wstawiać tu listy do WD (wewnętrznego dziecka), brudne listy do oprawców, przemyślenia, odkrycia, moje historie i wszystko co będzie we mnie żywe i prawdziwe. Jest to dla mnie o tyle ważne, że przez większość mojego życia zabraniano mi mówić własną prawdę. Zamykano mi usta wstydem, karaniem – nie słuchano mnie, nie szanowano mojego zdania i uczuć, wmawiano że rzeczy które widziałam, pamiętam – nigdy się nie wydarzyły. Dlatego kończę z tym taboo, to co wypływa ze mnie jest prawdą, niepodlegającą żadnej dyskusji i wysyłam ją w świat. Mam nadzieję, że przy okazji publikowania własnego aktu samouzdrawiania, zainspiruję kogoś w ciężkim momencie w życiu – do podobnej pracy, czasami potrzeba tak niewiele.

Kojarzycie sytuację, w której wracacie z długiego urlopu – jesteście pierwszego dnia w pracy a tam w skrzynce służbowej – 1543 nieodebrane wiadomości… ? Mimo, że połowa tematów jest już niebyta, bo sytuacje dawno minęły – i tak musicie je odczytać, robicie to bo chcecie wiedzieć na czym stoicie, upewnić się że nigdzie nie zostawiliście niedokończonych spraw, że z pracą wszystko ok – ja tak robiłam.. Skoro o karierę tak dbamy, odczytując te wiadomości – na jakim świecie żyjemy zaniedbując tą najważniejszą skrzynkę pocztową w głębi naszych dusz?

Moi drodzy. Właśnie wróciłam z dłuuugiego „urlopu”. Zabieram się do pracy i mam zamiar odczytywać wiadomości od samej siebie jedna, po drugiej. Tego bloga oficjalnie mianuję archiwum swojej duchowej poczty.

Niech dobra, żywa energia unosi się wokół 🙏✨💓

%d blogerów lubi to: