Bez wyjątków

Jestem w pracy. Czuję niepokój. Poczekaj kochanie. Zrobię nam kawy. Czuję w sobie kamień. Kamień znajduje się na wysokości moich piersi. Zaczynam się zastanawiać. Zaczynam czuć. Uzdrawiająca refleksja. Szanuję i cenię ją gdy tylko do mnie przychodzi. Zaczynam swoją ulubioną formę wsparcia – pisanie – jakże idealne narzędzie, podczas gdy miejsce nas ogranicza.

 A więc. Co czujesz.

Poczułam dreszcze. Wiem, że już tu jest.

Słyszę żale głęboko w sobie. Wsłuchuję się.

….Nie jesteś wystarczająco dobra. Nie wychodzi Ci. Nie pracujesz wystarczająco ciężko. Nie zasługujesz by tu być. Zamydliłaś komuś oczy, tylko dlatego cie lubi, tylko dlatego osiągnęłaś sukces. Jesteś pomyłką….

Jesteś pomyłką? ….wiem już gdzie to słyszałam. Wiem gdzie jesteśmy.

W głowie pojawia mi się obraz, w którym jestem katowana słownie przez moją narcystyczną Mamę. Powtarza mi, że jestem pomyłką, że nie zasługuje na to co mam, że gdyby wiedziała że taka będę to nigdy nie planowałaby tej ciąży.

 Jako dziecko wiecznie odczuwałam na sobie surowe oko otoczenia. Byłam wychowywana przez surową matkę i mocno krytykowana przez surowego 3 lata starszego ode mnie brata oraz 2 lata starszą siostrę. Byłam najmłodsza. Tata nie krytykował. Tata pracował za granicą i bywał w domu raz, dwa razy do roku. Podczas każdej wizyty był wesołym gościem, lecz niestety nie mogłam liczyć na jego wsparcie w problemach. Wyjechał za granicę zanim się urodziłam i jest tam do dzisiaj. Mieszkałam w domu z Mamą, bratem i siostrą. Mama była powszechnie postrzegana jako wzór do naśladowania. Jako jedyna z 5 córek zdała studia, miała poważaną posadę, była inteligenta, nie miała męża pijaka (tak jak reszta sióstr). Potrafiła zaprezentować się jako bardzo elokwentna, inteligentna dama. Pomagała wszystkim wokół w sprawach prawnych, rachunkowych, wszyscy ją uwielbiali. Pomogła praktycznie każdemu w jakiejś sprawie. Wszyscy wokół byli jej dłużnikami. Mamę okrywał kult. Każda z kuzynek a mam ich wiele, kilkukrotnie podczas zabaw powiedziała mi że zazdrości mi mamy i od razu by się zamieniła na moją. Okrywałam się wielkim wstydem ilekroć gniewałam się na nią, bądź gdy próbowałam bronić siebie słownie. Myślałam że każdy zna ją tak jak ja ją znam i nikt nie ocenia jej tak surowo jak ja. Miałam okropne wyrzuty sumienia. Sprawa jednak miała się inaczej. Prawda była taka, że tylko ja mogłam prawdziwie ocenić własną sytuację. To JA byłam odbiorcą jej ciosów. Nie ciocia, czy kuzynka. One jedynie otrzymywały od niej pomoc, miłe słowo. Nie znały jej tak jak ja ją znałam. To JA byłam odbiorcą agresji słownej i fizycznej mojej mamy. Byłam jedyną osobą, która doświadczała od niej poniżenia, była niesprawiedliwie oceniana, ganiona na każdym kroku. To mi Mama powiedziała, że jestem pomyłką. To mi Mama dawała odczuć że jestem nieodpowiednia. Proces awantur był bardzo powtarzalny. Mama pozwalała sobie na świadków tylko w końcowej części całego zdarzenia. Tej części w której padała ostentacyjnie na fotel, oskarżała mnie o całe zło tego świata, zanosiła się płaczem i mówiła że już nie może dłużej ze mną wytrzymać. Świadek widząc jej gniew na mnie od razu dopowiadał sobie, że na pewno sobie na to zasłużyłam. To był moment, w którym to ona stawała się ofiarą, ja oprawcą a świadek całego zdarzenia jej wybawicielem. To właśnie nazywa się manipulacja. Przeinaczanie RZECZYWISTOŚCI. By zaspokoić jej głód narcysty, nie wystarczyły ciosy od niej dla mnie, ja nie uznawałam jej krzywdy, ja nie wielbiłam jej po fakcie. Musiała więc posilić się w inny sposób. Narcystyczne osoby nienawidzą siebie – odciążają swoją psychikę przenosząc swój jad na wybraną ofiarę – ta ofiara w ich głowie staje się powodem ich negatywnych emocji.  To niestety nie wszystko, narcystyczne osoby pragną uwagi, usprawiedliwienia, poklasku, współczucia w oczach innych. Moja Mama robiła z siebie prawdziwego Chrystusa na krzyżu. Każdy widząc scenę z jej udziałem biegł jej na ratunek ubliżając mi i wrzucając mnie w okropne poczucie winy, wstydu. Nic nie mogłam zrobić. Nikt mnie nie słuchał. Ja po części z biegiem lat wierzyłam w to co oni mówią, wierzyłam że zasługuje na to wszystko. Na sam koniec albo przepraszałam, albo wybiegałam z płaczem z pokoju (co było gorsze bo wybiegałam wiedząc, że jeszcze tego dnia muszę wrócić i przeprosić).

 Mama zawsze dziękowała osobie, która wstawiała się za nią. Pamiętam to uczucie zdrady, które we mnie buzowało. Palił się we mnie ogień mogący spalić wiele miast. Miałam bardzo silne poczucie krzywdy, wiedziałam że Matka powinna bronić swoje dziecko w jego domu i poza nim. To jest jej rola. Wiedziałam, że dziecko powinno czuć się w nim bezpieczne. A tu nie dość że nie broniła to jeszcze specjalnie prowokowała sytuacje, w których ktoś zaczynał mnie atakować. Podłe, obrzydliwe zachowanie. Jej wybawcą a moim katem stawały się na przestrzeni lat najróżniejsze osoby. Najpierw było to moje rodzeństwo. Brat wręcz znęcał się nade mną. Miał w sobie mnóstwo gniewu, przepełniony nim na każdym kroku okazywał mi niechęć, potrafił mocno uderzyć, poniżyć. Siostra zawsze była aniołkiem mamusi. Nigdy mnie nie broniła i w 100% wierzyła w moją winę. Zwykła pocieszać Mamę i mówić : Chodź Mamusiu, nie marnuj czasu, nie mów już więcej do tego czegoś (mając na myśli mnie). Jeżeli wina była ewidentnie Mamy a ja jej to wytykałam licząc na racjonalność – kwitowała : to jest Mama, trzeba okazywać jej szacunek. Była oziębła i nie chciała spędzać ze mną czasu. Potrafiła zostawić mnie jako dziecko samą w obcym miejscu, nie interesując się że nie znam drogi do domu. Dodatkowo byli to wujkowie, ciocie, babcia, koleżanki z pracy mojej mamy, nieletnie koleżanki z klasy mojej siostry, pani kasjerka w sklepie. Moim katem mógł być każdy. Nigdy nie wiedziałam kiedy i kto mnie zaatakuje dlatego żyłam we wiecznym napięciu. Czułam, że nikt mnie nie chroni, że jestem pod ciągłym ostrzałem. Czułam się non stop zagrożona, bałam się. Pamiętam jak mając 14 lat Mama wpadła z awanturą do mojego pokoju, był to czas w którym atakowała mnie bardzo mocno. 16 letnia koleżanka mojej siostry, która często u nas bywała i była już dość mocno zmanipulowana przez moją matkę, widząc sytuację ośmieliła się wejść z moją siostrą do mojego pokoju i powiedzieć do mojej Mamy że „jestem bezczelna i od razu na jej miejscu dałaby mi w pysk”. Mama podziękowała jej wtedy z całego serca za wsparcie. Siostra patrzyła na mnie z niechęcią. To był mój pokój. W moim domu. Wszyscy mogli na mnie pluć. Wyobraźcie sobie jak niestabilnie się czułam w tamtym miejscu.  Obrzydliwa, dysfunkcyjna przestrzeń do dorastania.

 Nie dziwię się sobie, że dzisiaj są momenty w których odzywa się ten lęk, to napięcie. To poczucie, że ktoś będzie ze mnie niezadowolony, że gdziekolwiek będę to zaatakuje mnie. W całości to uznaje i rozumiem. Bardzo sobie współczuję tej sytuacji. Mam w 100% prawo tak czuć, mam prawo mieć lęki, mam prawo wymagać opieki za tamte czasy.

 Nie jest to łatwe, gdy przekłada się to na moją pracę zawodową. Ale jestem świadoma. ŚWIADOMA TEGO,  ŻE TO PRZEKŁADA SIĘ na moje życie zawodowe. TO a nie JA. Te traumy się na to przekładają, a nie to że ja dzisiaj jestem beznadziejna, czy nie umiem czegoś wykonać. Ja dzisiaj jestem odpowiednia, nie jestem powodem tego niepokoju, nie mogę zrobić nic w pracy lepiej by to minęło.

 To co odczuwamy w tych chwilach, to przeszłość – ją trzeba uleczyć by w spokoju być zajebistym w teraźniejszości. Podkreślam „w spokoju” ponieważ zajebiści już jesteśmy tylko tego nie dostrzegamy ✌.

 Świadomość odnalezienia i oddzielenia „Przyczyny” i „Skutku” na różnych miejscach w osi czasuto cenny dar, to klucz do rozwiązania tej sprawy.

 W teraźniejszości przychodzi taki moment, w którym pojawiają się silne emocje nieadekwatne do sytuacji, jakaś nasza nad-reaktywna reakcja. Pojawia się ciężar w klatce piersiowej. Poczucie winy, wstyd, strach. W takich sytuacjach dziwimy się, że realnie nie dzieje się nic co mogłoby usprawiedliwiać taki stan rzeczy. Osoby, które nas zezłościły w sumie nie zrobiły nic aż tak złego. My też nic złego nie robiliśmy w tym momencie. Czujemy blokadę. O co chodzi? No właśnie.

Poddając się bezrefleksyjnie takim uczuciom, płyniemy z prądem myśląc o sobie takie treści jak: „Jesteś beznadziejna. Nie jesteś w stanie zrobić głupiego raportu! Jakim cudem w ogóle znalazłaś się na tym stanowisku? Nikt Cię nie szanuje. Nie potrafisz nad sobą panować.” itp. itd. Prawda jest taka, że to tylko bezmyślne, automatyczne odtwarzanie schematu. Odtwarzanie tego jak traktowani byliśmy w przeszłości. Oskarżamy siebie za całe zło tego świata, tak jak inni oskarżali nas dawno temu. Potrafimy nie mieć dla siebie żadnych litości dorównując po mistrzowsku naszym dawnym oprawcom.

 Widzicie jak płytkie jest takie podejście? Jak łatwo można bagatelizować sprawy które są tak trudne, tak złożone. Jak z automatu bagatelizujemy uczucia tak ciężkie, a przecież wynikające z takiej ilości traumatycznych historii. Jak bardzo nie czuli jesteśmy na całe to zło, które nas spotkało. Ja sama przed sobą nie chciałam przyznać, dojrzeć jak bardzo mam prawo czuć się beznadziejnie. Nie dałam sobie prawa tego odchorować, ganiłam siebie równie mocno jak ganiła mnie wcześniej matka i jej naśladowcy. Gdyby ktoś inny opowiedział mi moją historię jako swoją – byłabym pierwsza do usprawiedliwiania go. Byłabym pierwsza, która biegnie go przytulić, dać mu ciepło, ochronić go, dać mu przestrzeń na płacz. Byłabym pierwsza, która odpuściłaby mu, otworzyła wino i powiedziała : pierdol to, po tym wszystkim masz prawo.

Mamy w zwyczaju być opoką dla innych, z wyjątkiem siebie.

Ja teraz, po pracy z wewnętrznym dzieckiem otaczam się właśnie taką opieką. Bardzo ludzką, zwyczajną – taką którą miałam dla wszystkich wokół. My wiemy jak to robić, przez te wszystkie lata – podświadomie marząc o takiej osobie – wykreowaliśmy postać pocieszyciela idealnego. Żadna rozterka, żaden smutek nas nie zaskoczy – my znamy już niejedno. My już to mamy w sobie.

Podstawą jest zmienić odbiorcę. Zamiast kogoś, wybrać SIEBIE. Akceptować to, że czujesz się gorzej. Dać sobie całe te wsparcie.

 Dosłownie nie ma wyjątków. Pieprze ten raport. Siadam i realnie czuję. Tak jak teraz. Po prawej i lewej stronie mojego biurka obecnie mam pełno papierów. Ale pieprzę je. Usiadłam, zrobiłam sobie kawy, napisałam ten post. Nie ma nic ważniejszego niż Ja. Zrozumiałam jedno : Jeżeli zaniedbam siebie, to nie ma szansy że ta praca, która jest po prawej i po lewej stronie biurka zostanie dobrze wykonana. Nie byłoby szansy, że odczuje satysfakcje z pracy, nie byłoby opcji że jutro wrócę tu z uśmiechem na ustach. Zrozumienie tego, że wszystko REALNIE zaczyna się ode mnie – uwolniło mnie. Ustawiłam siebie na 1 miejscu w swojej hierarchii wartości. Ode mnie zaczynają się wszystkie odnóża sukcesu, jestem baterią dla światła wokół, jestem sercem tak niezbędnym, mózgiem całej tej operacji. Nakręcam to. Nie żyję żeby pracować. Pracuje żeby żyło mi się LEPIEJ. Jeżeli pozwolę na to, żeby praca przysłoniła mi siebie – że w skutek tego nie będę lubiła swojej pracy, że będę myśleć po pracy : o jezu nie chce mi się tam iść, że będzie mnie to zatruwać od środka itp. – to jaki to wszystko ma sens? Jaki to ma sens skoro nie jest mi realnie LEPIEJ i praca nie spełnia swojej funkcji?

 Ale jest to do ogarnięcia.

Trzeba zrozumieć : Traumy, emocjonalne rany, stłumione emocje – będą się w nas odzywać. To dziecko, które cierpi w nas nie będzie czekać na odpowiedni moment. Ono nie patrzy na to czy jesteśmy zajęci w pracy, na wakacjach czy że jest weekend. Ono cierpi i będzie wołało o pomoc. Będzie ciągnęło nas bez ustanku i pukało w ramię. Bo tak robią dzieci. Jeżeli nie zwrócicie się w stronę tego dziecka, nie okażecie mu uwagi, troski, ciepła – nie pomożecie mu – to to pukanie będzie tak drażniące, tak intensywne, tak głośne, tak zacznie boleć – że już teraz możecie wyrzucić papiery z biurka przez okno bo tyle z nich będziecie mieli pożytku. Prędzej czy później wszystko szlak trafi i od tego odcinania się od emocji przestaniecie czuć cokolwiek – a każdy wie jaka przyjaciółka się wtedy zjawi.

Dlatego piszę o stawianiu SIEBIE na pierwszym miejscu. To jest początek wszystkiego. Świetnie wiem, jak natłok obowiązków potrafi przesłonić świat. Ale wiem też, że jak odzyskacie SIEBIE – to odzyskacie harmonię. W głowie zacznie robić się ciszej, zacznie pojawiać się miejsce na kreatywne myśli. Odblokowane emocje – zaczną pięknie odblokowywać waszą energię, która krążąc w Was będzie wywoływać ciarki i mrowienie. Wraz z własnym JA odblokujecie pracownika realnie OBECNEGO, który te wszystkie obowiązki będzie wykonywać z dużo większą efektywnością i z dużo lepszym wynikiem. Poświęciłam w pracy  na ten post 1,5 h. Czuję się wolna, lekka, szczęśliwa. Czuję się kochana, wartościowa. Czuję się niepokonana i nieustraszona. Czuję się tak, ponieważ pisząc uznałam swoje emocje, ukochałam się, postawiłam się na 1 miejscu, ponieważ pisząc przeprocesowałam tą emocję, która mnie blokowała.

Zostały mi 3 h pracy do końca – i czuję już, że wykonam przez ten czas o wiele większy i bardziej wartościowy kawał roboty niż gdybym pracowała 4,5h bez procesowania z całym tym smutkiem i ciężarem w klatce piersiowej.

STAWIAJMY SIEBIE NA 1 MIEJSCU

💓🙏💓

Dziękuję.

%d blogerów lubi to: