Zmiany zmiany zmiany

Zmieniłam adres bloga. Zmieniłam stronę na taką, która będzie bardziej widoczna – bardziej dostępna dla ludzi w Internecie. Zrobiłam to ponieważ uważam, że warto. Zrobiłam to ponieważ przy okazji własnego oczyszczania wiem, że moja historia, moje obecne przeżycia inspirują. Zrobiłam to również by pomagać, by dawać ziarno nadziei na to, że można dźwignąć się nawet z tysięcznego upadku twarzą na beton. Robię to ponieważ kocham pisać. Lubię, chcę to robić więc to już jest wystarczający powód. Pragnęłam od pewnego czasu by taka przestrzeń powstała. Przestrzeń wyrażająca moje poczucie piękna i estetyki, która będzie przede wszystkim moją komfortową strefą rozwoju, oczyszczania. W której będę pisać SWOJĄ prawdę. W której nadal, tak jak od samego początku pisania nie ma dyskusji nad treścią, nie ma komentarzy, w której nie muszę się nikomu tłumaczyć, w której jest mój czas. Po przebytych doświadczeniach życiowych właśnie tego jest mi trzeba. Jednak, po moich wpisach zaczęłam dostawać wiadomości. Były to wiadomości z Waszymi historiami. Piękny owoc inspiracji, piękne refleksje, cudowne oczyszczenia – których za żadne skarby nie chciałabym blokować. Postanowiłam przeznaczyć sekcję „Kontakt” i specjalny adres email właśnie na takie wiadomości. Piszcie, oczyszczajcie się, wyrażajcie siebie. Będę czytać.

Oprócz zmian blogowych cały czas aktywnie zmienia się moje życie. Robiąc miejsce w przeszłości, zaczęłam dopuszczać do siebie myśli o swojej przyszłości. Zastanawiam się co chciałabym robić, jaka lubię być, do czego dążę. Gdy popłynę myślami w jakimś bardziej odważnym kierunku od razu łapie mnie stres. Spinam się i włącza się odruch ucieczki. Wtedy nachodzą mnie pokrzepiające myśli. „Hej, rób to na co masz ochotę, nie lękaj się, to w końcu twoje życie, przeżyj je po swojemu”. Banalne ale prawdziwe. Myślę sobie „Kochana powiedz, szczęśliwa byłaś żyjąc jak dotychczas? Jeśli Ty się nie zmienisz, nie zmieni się nic wokół Ciebie, samo nic nie przyjdzie. Działaj. Ogarniemy to razem”. To podejście bardzo koi mój strach przed nieznanym. Kiedy uświadomiłam sobie jak nieszczęśliwa byłam będąc zamknięta na samą siebie, jak stłamszona się czułam żyjąc skrajnie zachowawczo – próbując dopasować się do nie swojego schematu, po prostu wiedziałam że coś musi się zmienić. Coś. No właśnie, ale co?.

Rozpracowuję nadal ten temat. Nie znam jeszcze odpowiedzi na wiele ze swoich pytań. Serio, jestem bardzo rozproszona tymi wszystkimi bodźcami wokół. Kładę sama dla siebie i wszystkich co to teraz przechodzą WIELKI UKŁON. Matko jedyna. Życie wewnątrz tak naprawdę zmieniło się całkowicie, a jednocześnie to na zewnątrz zostało bez zmian. Jest to nie lada wyzwanie by wszystko dopasować tak żeby ze sobą współgrało i się nie wykluczało. Wiem, że byłam w innym, ciemniejszym miejscu podczas podejmowania ważnych wyborów w swoim życiu, to naturalne że nie jestem ich dzisiaj pewna. Dlatego daje sobie czas. Daje sobie czas na zastanowienie czy lubię swoją pracę, co ewentualnie chciałabym robić, co w ogóle lubię w życiu robić. Staram się próbować, rozważać najróżniejsze scenariusze. Zaczynam naprawdę od podstaw. Niczym dziecko myślące nad tym kim chciałoby w przyszłości zostać – sama siedzę i tak rozmyślam. Nie wstydzę się tego, to nie lada odwaga zawierzyć sobie, postawić na siebie nawet jeśli mogłoby to wiązać się z niewygodnymi decyzjami. Posiadam bardzo dobre stanowisko, na awans ciężko pracowałam – jestem najmłodszą osobą w Firmie, która tyle osiągnęła. Mimo tego, jeżeli zajdzie taka potrzeba i znajdę pasję, szczęście w innym zawodzie to nie wykluczam, że zmienię pracę. Nie wykluczam, że odnajdę nową energię już w tej w której jestem. Na razie tego nie wiem. Nie wymuszam na sobie odpowiedzi już teraz, natychmiast. Żyje zgodnie z moimi obecnymi przekonaniami, podejmuje obecne decyzje w zgodzie ze sobą, dbam o siebie dzisiaj. Oprócz tego daje sobie naprawdę dużo przestrzeni. I to tyle. Dla mnie bardzo dużo. Przecież to dla mnie bardzo trudne, to są naprawdę ważne sprawy. To przecież moje życie. Jestem w bardzo delikatnym momencie teraz. I w takim właśnie momencie potrzebuje wsparcia, delikatności, uwagi – przyjaciela, nie kata. Teraz wydaje mi się to logiczne, banalne.

Jedno jest pewne. Wychodzę ze swojej skorupy, rozwijam się, wzrastam. Czuję jak zmienia się moje podejście do wszystkiego wokół. Czuję, że w końcu biorę pełną odpowiedzialność za swoje wybory, za swoje życie. Czuję, że uwolniłam bardzo dużo złości i żalu, przeżyłam to, dałam temu odpowiednio dużo wyrazu – dzięki temu uleciało. Zauważone, spokojne że odczytałam wiadomość – mogło odejść. Moja klatka piersiowa. Od tak dawna jest lekka. Jak nigdy. Moje serce tak żywe. Moje oczy tak obecne. To piękny dar. Dzięki poznawaniu siebie – mogłam nauczyć się swoich granic, następnie zacząć je wyznaczać. Dzisiaj jestem zdumiona obserwując ile razy musiałam ich od tej pory używać, jak bardzo rozpasałam całe towarzystwo wokół mnie. Jak bardzo podawałam całą swoją prywatną energię na tacy. Na szczęście z tym już koniec. Szanuję siebie i swoją przestrzeń – zgromadziłam też już spore zapasy energii z czym mi bardzo dobrze.

Jestem wdzięczna. Jestem wyluzowana. Jestem bardzo ciekawa co dalej.

Wasza Magda ❤

%d blogerów lubi to: