Bez filtra, bez cenzury

Wstałam dzisiaj wcześniej. Wypiłam dużo wody, zjadłam porządne śniadanie. Moja głowa. Jezu. Co się wczoraj wydarzyło… Dawno nie miałam tak napuchniętych oczu. Poleżałam chwilę z ogórkami na oczach. Wypiłam aspirynę, wzięłam dodatkowy magnez i żeń-szeń, przyda się . Otworzyłam laptopa. Piszę ponieważ to ważne. Piszę ponieważ potrzebuje o tym napisać. Jezu. Wyglądam i czuję się jak zombie. Dopijam wczorajszą herbatę. Zaczynam.

Wybuch bomby atomowej? Do tego mogłabym porównać wczorajsze nieplanowane procesowanie emocji. Nigdy nie czułam tak silnych emocji na raz. Nigdy nie rozrywało mnie od środka tak jak wczoraj. Nigdy nie wpadłam w tak silny atak paniki. Może być mi ciężko opisać to dość spójnie. Postaram się.

Opadłam z sił. Dosłownie, ledwo piszę. Całe przedramiona mam omdlałe. Co chwilę chodzę do łazienki, jakby moje ciało filtrowało się z toksyn. To była najtrudniejsza rzecz dotychczas w pracy ze sobą. Zaakceptowałam i opłakałam to co do mnie wczoraj przyszło. Potrzebowałam tego. Wszechświat wiedział.

Przedwczoraj po raz kolejny przy okazji szukania czegoś natrafiłam na informacje w Internecie o typie osobowości wykreowanej w wyniku traum z dzieciństwa. Ja się nigdy do jakichś typów osobowości nie przypisywałam, innych owszem – siebie nigdy. Nie zgłębiałam tematu, w końcu gdybym coś miała to Ci wszyscy psychologowie, których odwiedzałam coś by powiedzieli. No przecież coś by zauważyli. Mówili ogółem – „Magda, jesteś wrażliwa. W życiu spotkały Cię rzeczy których nikt nie powinien doświadczać. Twoja matka jest narcystyczna, Twój ojciec odciął się od rodziny, a rodzeństwo jest przez nich mocno zmanipulowane. Ty jesteś ofiarą. Masz prawo reagować tak jak reagujesz. Nie jesteś niczemu winna”.

Mówił tak każdy z psychologów. Zakodowałam więc sobie ten przystępny kod w głowie bardzo mocno. Nie mówię, że nie mieli racji. To prawda to mówili, musieli zbudować mi filary pewności siebie. Ale ich praca na tym się kończyła, ich diagnoza była mocno ograniczona. Tłumaczyli mi bez przerwy źródło, ale nie skupili się na tym, że w teraźniejszości żyło mi się tak nędznie i tak destrukcyjnie że wielokrotnie chciałam się zabić. Fajnie, że wytłumaczyli mi że moi oprawcy byli oprawcami, ale co dalej?! Przecież ja miałam złamane życie, ja nie potrafiłam żyć normalnie, ja cierpiałam codziennie.

Dobra – pomyślałam, skoro ciągle wpada mi w ręce ten pieprzony artykuł to poczytam chociaż czym ta osobowość się przejawia (już wtedy wywołał on u mnie złość, że w ogóle się pojawił). I czytam. Widzenie świata w czarno – białych barwach. Chęć posiadania wszystkich na wyłączność. Idealizowanie partnera jednego dnia, drugiego myślenie o nim jak o największej pomyłce i chęć ucieczki. Agresja i autoagresja. Objadanie się. Wieczne uczucie pustki, bezsensu. Poczucie niedopasowania, inności. Brak wytrwałości w działaniach, które nie przysparzają natychmiastowej satysfakcji. Nad-interpretowanie zachowań, „nie takie” spojrzenie drugiej osoby potrafi wyprowadzić z równowagi nawet na parę dni. Ogarniający lęk przed nieznanym, innego dnia zaś poczucie nieustraszoności. Wahania nastroju. Brak zaufania do innych – najbardziej do partnera, pewność że wiecznie coś ukrywa.  Przewidywanie najgorszych scenariuszy, choroby, najczęściej partnera, nadmierne analizowanie tego co może się wydarzyć. I w końcu najgorsze, które najbardziej mnie dotknęło – uczucie stania z boku swojego życia, jakby oglądało się film.

No ok. Nie powiem. Trochę zdębiałam. Ale nie było czasu. Miałam tego dnia sporo pracy no i wtedy przyszedł Dyrektor Marketingu – wysłuchać jak wypadły raporty systematyczne. Pracowałam intensywnie, całą sprawę wyparłam. Do domu wróciłam później. Pan M wyjątkowo był w domu, zjedliśmy obiad – spędziliśmy miło dzień. Nastał wieczór. Leżymy w łóżku. Patrzymy sobie w oczy. Co tam Pysia – pyta Pan M. , a nic, zmęczona jestem ale wszystko ok – odpowiadam z uśmiechem i odwzajemniam – co u Ciebie? On mówi że nic, że zmęczony. Od razu pomyślałam, że nie mówi prawdy ponieważ cały dzień widzę że coś go boli… I wtedy mnie strzeliło. „Brak zaufania do innych – najbardziej do partnera, pewność że wiecznie coś ukrywa. Przewidywanie najgorszych scenariuszy, choroby, najczęściej partnera”. Ogarnęła mnie złość. Poczułam, że coś ważnego do mnie idzie, poczułam że to jedna z ważniejszych wiadomości. Pan M od razu to zauważył – zapytał co się stało. Postanowiłam to wyrzucić z siebie. Przepracować tą emocję. Wiesz – zaczęłam – dzisiaj czytałam popierdolony artykuł o popierdolonej świadomości, którą kreuje się w wyniku traum z dzieciństwa – M. słuchał z zaciekawieniem i powagą, wiedziałam że mogę na niego liczyć więc kontynuowałam – i wiesz, do mnie kurwa większość pasuje. (Wściekłość rosła, ja podniosłam się, usiadłam na łóżku i mówię dalej). Do chuja M. jak to możliwe. Jakim prawem coś co przeżyłam, całe moje pojebane życie jest podsumowane i opisane w jakimś jebanym odcinku jakiegoś jebanego artykułu. Jak oni śmią to nazywać! Co oni o tym wiedzą!? (Wtedy już krzyczałam a łzy zaczynały spływać się po policzku). Nie wiedzą kurwa jak to boli. M. kurwa jeśli wykreowałam sobie tą świadomość zastępczą by radzić sobie z rzeczywistością to kurwa kim ja dzisiaj jestem?!!! Ja siebie kompletnie nie znam!!! M. KURWA, JAK TO MOŻLIWE ŻE MOJE ŻYCIE TO BYŁA JAKAŚ PIERDOLONA REAKCJA OBRONNA! JAKIM KURWA PRAWEM!! KIM JA KURWA DZISIAJ JESTEM!??? (zaczynałam już wpadać w mocny atak paniki, gardło zaczynało mi się zwężać, walczyłam o każdy oddech jednocześnie wykrzykując wszystko to co czułam w sercu. Cały swój żal, cały strach, całą złość, poczucie skrzywdzenia, odrzucenia, niesprawiedliwości – wszystko na raz – rozrywało mnie od środka). JAKIM PRAWEM SPOTKAŁ MNIE TAKI LOS! JAKIM PRAWEM KTOŚ ZABRAŁ MI 28 LAT ŻYCIA! JA KURWA TAK CIERPIAŁAM! M. JA TAK CIERPIAŁAM! (płakałam histerycznie ściskając swoją głowę, M. wiedział że się oczyszczam, był przy mnie). M. ! TO CO ONI NAZYWAJĄ OBJAWAMI TO MOJE CIERPIENIE! TO MOJE MĘCZARNIE KTÓRE CODZIENNIE PRZEŻYWAŁAM! KURWA ILE RAZY JA MYŚLAŁAM ŻE ŚWIAT WALI MI SIĘ NA GŁOWĘ! ILE RAZY BYŁAM PEWNA ŻE UKRYWASZ CHOROBĘ, OSZUKUJESZ MNIE! (kaszlałam z braku powietrza podczas krzyków, cała twarz robiła mi się bordowa, robiłam krótkie przerwy w mówieniu by ulżyć sobie i wyłącznie krzyczeć, po czym kontynuowałam) ILE RAZY NIE WIEDZIAŁAM CO MYŚLEĆ BO WSZYSTKO ZMIENIAŁO MI SIĘ CO CHWILE! KURWA M. TE MOJE ZŁOŚCI, TE OBJADANIA SIĘ, TO POCZUCIE PUSTKI I BEZSENSU! TO BYŁO MOJE KOŁO RATUNKOWE!!!!???? MYŚLAŁAM ŻE SIĘ KURWA ZAPIERDOLE BO TAK MNIE TO ROZPIERDALAŁO CODZIENNIE! CAŁE ŻYCIE WMAWIAŁAM SOBIE ŻE JESTEM JEBANYM WRAŻLIWYM KWIATUSZKIEM A BYŁAM JEBANĄ PSYCHOLKĄ, JEBANĄ WARIATKĄ STWORZONĄ PRZEZ JEBANYCH PSYCHOLI. I NIKT KURWA MI NIE POMÓGŁ! NIKT MI NIE POWIEDZIAŁ! A KURWA TO LOGICZNE! NO BO JAKA KURWA MIAŁAM BYĆ???!!!! NO JAKA??!! JAK MOGLI MNIE TAK SKRZYWDZIĆ!!!! KTO KURWA BUDZI SIĘ W WIEKU 28 LAT Z LICZNIKIEM KTÓRY WYKAZUJE JEBANE KURWA ZERO!!!!!!!!! JEBANE KURWA ZERO!!!!!

To był ostatni krzyk. Fala współczucia dla samej siebie towarzyszyła mi przez cały proces ale w tym momencie zalała mnie całkowicie. Opadłam na łóżko. M. – przytulił mnie a ja wypłakałam głęboko i gorzko całą resztę, której nie miałam już siły wykrzyczeć. Zaczęłam odzyskiwać oddech. Poczułam jak mokra jestem na całym ciele. Poczułam się oczyszczona. Wycieńczona do granic możliwości położyłam się na łóżko, trzęsłam się z zimna. M. głaskał mnie po głowie, a ja powoli odzyskując równowagę dopowiadałam ostatnie myśli tego dnia. Wiesz M. – ja odkąd pracuje z wewnętrznym dzieckiem od stycznia, nie mam takich przejawów, czuję się naprawdę lepiej – przysięgam. Wiem kochanie – odpowiedział – widzę, że jesteś innym człowiekiem, przeszłaś niesamowitą przemianę. Odkąd jesteśmy razem wiedziałem, że to co Cię spotkało było poważne i to co Cię dotyka jest poważne, wiedziałem że w końcu się obudzisz i wiedziałem na co czekam. Wcale nie zaskoczyłaś mnie dzisiaj, wszystko rozumiem, ta złość była Ci potrzebna, świat daje Ci to czego potrzebujesz, zaufaj temu, musiałaś to uznać, opłakać, wiedziałem że ten moment nadejdzie – nie interesuj się jak to się nazywa, nie zamykaj się w tym, to już nie jest twój opis pamiętaj – ważne jest to, że to co teraz robisz, to całe odkrywanie siebie – to jest to czego potrzebowałaś – a teraz odpocznij, śpij – podsumował kojąco czule M. gasząc światło.

Miał rację. Kocham go bardzo. Potrzebowałam spojrzeć temu prosto w oczy. I mimo, że już wcześniej zdawałam sobie sprawę z większości rzeczy o jakich czytałam w tym artykule to potrzebowałam to przecierpieć. Rozzłościć się na to, że zostało mi to dane. Potrzebowałam zobaczyć, poczuć jak poważnie złamana byłam. Że nie chodziło tylko o depresje. Depresja była jedynie jednym ze skutków ubocznych. Ja objęłam wczoraj całość swojego życia, zobaczyłam to bez filtra. Poczułam jak bardzo nie miałam kontroli nad sobą. Jak byłam odcięta od rzeczywistości. Jak żyłam z dnia na dzień by przetrwać. Jak inni i ich schematy rządziły moim życiem – i to wszystko uwolniło we mnie takie wkurwienie, taki ogromny ogień. Poczułam ten strach, który blokował mnie, podpowiadał mi straszne scenariusze, towarzyszył mi w codziennym życiu. Poczułam tą jebaną niesprawiedliwość, to jak wszyscy mieli to gdzieś, jak dokładali mi nie przejmując się tym, że mogłam się zabić. Pozwoliłam sobie wkurwić się na to wszystko, przyznać jak pojebane było moje życie, jak zawłaszczone było. Potrzebowałam podpalić to wszystko, rozkurwić młotem pneumatycznym ten cały mój autodestrukcyjny światopogląd, wysadzić to wszystko w cholerę i na końcu wyrzygać z siebie te jebane schematy.

Zrobiłam to. Wyrzuciłam to z siebie. Już mi nie zalega. Poczułam niesamowitą ulgę.

M. zasnął a ja odwrócona na bok patrzyłam w gwiazdy za oknem i mocno przytulając psa okazywałam sobie wsparcie i miłość. Byłam bardzo wdzięczna za to co mnie spotkało, dumna za kawał roboty jaką wykonałam. Wizualizowałam sobie mnie i moje wewnętrzne JA w uścisku przez resztę nocy, aż zasnęłam. Zrozumiałam, że w pełni uwolnić się od czegoś można dopiero gdy pozna się co to naprawdę jest. Jeśli nie znamy goryczy to jak rozpoznamy słodycz? Trzeba wiedzieć, mieć punkt odniesienia, zobaczyć, poznać, przeżyć to. Żeby się odbić od dna – trzeba najpierw dobrze pod nogami poczuć to dno, nie odbijesz się przecież z powietrza. Ja wczoraj poczułam to dno całą sobą, wskoczyłam w całe to gówno napierdalając w nie pięściami i nogami, następnie wyrzygałam w nie całą gorycz. To dało mi siłę by się odbić. Wspiąć się po urwisku w górę. A tam, czekałam już na siebie z gąbką i kocem. Przytuliłam się do siebie i było po prostu dobrze. Tak traktuje wczorajszy dar. Nie spodziewałam się, że on do mnie trafi, nie wiedziałam nawet że jest mi potrzebny. Po raz kolejny wszechświat zaskakuje mnie, pokazuje mi drogę, pomaga mi– jestem bardzo wdzięczna. Dzisiaj odzyskałam kolejną część mnie, dzisiaj jest mnie we mnie więcej. Dzisiaj dbam o siebie ze zdwojoną siłą.

%d blogerów lubi to: