Bransoletka

Deszcz. Kawa. Ja. Połączenie u mnie klasyczne. Jest w takiej pogodzie jakaś energia, z którą ja rezonuje. Jest w tym deszczu coś magicznego, coś co uwalnia pewien specyficzny stan. Romantyzm połączony z nutką nostalgii sprawia, że odpływam. Wcześniej czując cokolwiek zarzynałabym się w pracy by nie myśleć. Teraz jest inaczej, nie uciekam już. Słyszę ciszę. Wsłuchuję się w momenty pomiędzy odgłosami. Odpływam.

Chwilę medytuję. Ku mojemu zdziwieniu przypomniałam sobie swoje warsztaty pt. „Przedsiębiorcza kobieta”, w których miałam przyjemność brać udział krótko po studiach. Postanowiłam iść tym tropem i dać się zabrać w tamten czas i tamto miejsce. Widzę, jak z podziwem patrzyłam na kobiety na scenie i na wszystkie siedzące wokół mnie. „Chcę być taka jak one” – myślałam. Kobiety silne, wyprostowane, szpilka, żakiet, dobra fryzura. Ale to co mi się tak naprawdę w nich spodobało to to, że dawały mi nadzieję. Zaczynały historią o swoim upadku, następnie o ciężkiej pracy nad sobą, zbudowania poczucia własnej wartości kończąc na kochaniu siebie i stawianiu siebie na pierwszym miejscu. Było wiele motywacyjnych ćwiczeń, historii. Zatrzymałam się w tym, i zdziwiłam czemu to do mnie przyszło. Może ruszymy coś ważniejszego? Co wspomnienie o warsztatach ma mi dać, tam było super, dużo się nauczyłaś, z resztą byłaś już wtedy dorosła. Staram się zrozumieć. Dziwię się ponieważ na przód wyłania mi się można powiedzieć niepozorna anegdotka. Zawierzam procesowi. Daje jej płynąć. „Spójrzcie!” – zagrzmiała dumnie jedna z gwiazd wieczoru pokazując dłoń oplecioną piękną bogato zdobioną mieniącą się bransoletką – „To prezent ode mnie dla siebie – jestem z siebie taka dumna, że po tym wszystkim co przeżyłam doszłam tak daleko, cieszę się że mnie tu zaproszono!” – powiedziała ze szczerym uśmiechem od ucha do ucha. Ta energia, ta życzliwość do samej siebie, bardzo mnie wtedy zainspirowała. Patrzę, że siedzenie obok dawnej mnie jest wolne, siadam na nie, patrzę na dawną siebie i widzę jak wpatrzona w scenę jestem, z jakim pragnieniem w oczach patrzę na to wszystko. Ja wiem, ja wtedy nigdy sobie wcześniej prezentu nie zrobiłam, nigdy nawet o tym nie pomyślałam. Tego wieczoru pierwszy raz nieśmiało pomyślałam o tym by kochać siebie. Teraz rozumiem, przecież to niezwykle ważny dla mnie moment. Też tak chciałam, bardzo. To był mój cel. Pokochać siebie, zbudować poczucie własnej wartości, robić sobie prezenty, poświęcać sobie czas. Nie zliczę na ilu listach marzeń do spełnienia i w ilu notatnikach z piękną okładką spisywałam to obiecując sobie, że będę się tego trzymać. Ile ja w to energii włożyłam. Mimo wszystko nie wychodziło mi. Dzisiaj wiem, rozumiem. Działo się tak ponieważ nie potrafiłam kochać kogoś kogo nie znałam. Nie potrafiłam kochać ponieważ nie byłam wolna. Rządziły mną schematy, rządził mną strach. Nie wiedziałam kim jestem, nie przebywałam sama ze sobą. Obcej osoby nie da się kochać. Prezenty, nie wiadomo jak piękne wywoływały poczucie winy i zakłopotanie. Teraz logiczne. Kto wręcza bogate prezenty nieznajomym? No właśnie. Bo kim dla siebie byłam jeśli nawet odbicie w lustrze wywoływało we mnie rozdrażnienie. Kim byłam jeśli żyłam bezmyślnie powtarzając toksyczne schematy lub wiecznie robiąc coś by zadowolić innych. Nie wiem kim byłam – na pewno nie sobą. Nie wyrażę jakim ratunkiem była dla mnie praca z wewnętrznym dzieckiem. W końcu cała energia wrzucana w rozwój zaczynała dawać efekty, była już dobrze lokowana. Patrzę na dawną siebie. Poczułam tą swoją rozpacz. Przekonywanie samej siebie, że tym razem musi się udać. Wzruszyłam się i pogładziłam dawną siebie po włosach, z troską pomyślałam o tym jak walczyła z życiem i śmiercią, jak bardzo pragnęła być szczęśliwa, by być kochana. Poczułam jej ból. Poczułam jej ściśnięte gardło. Poczułam jak serce znowu mnie boli. Gdyby ktoś zapytał się jej wtedy, która jest godzina – wybuchnęła by przeraźliwym płaczem. Czułam jej napięcie, spocone dłonie. Widziałam jak słuchając historii tych kobiet co jakiś czas po policzku spływa jej nieposłuszna łza. Widzę, że drżą jej usta. Poczułam to. Przeżywam z nią to na nowo, dając jej do tego pełne prawo. Tak bardzo współczuje jej, tak bardzo poczułam że chce jej pomóc, powiedzieć że wszystko będzie dobrze, boże niech ktoś tej dziewczynie biednej powie że wszystko będzie dobrze! Wtedy mnie olśniło. Złapałam oddech. Nachyliłam się nad nią, położyłam swoją dłoń na jej zimną dłoń i powiedziałam „Nastąpił czas w którym to wszystko jest Twoje. Jesteś kochana. Jesteś szczęśliwa. Jesteś wolna. Możesz stąd odejść.”

Ocknęłam się. Fala łez zalała mnie. To było oczyszczenie. Poczułam spokój, niesamowite ukojenie. Jest wolna. Uwolniłam kolejną emocję. Podałam jej dłoń i wyciągnęłam ją z stamtąd. Już rozumiem dlaczego się pojawiła. Pojawiła się ponieważ dzisiaj byłam w stanie ją uwolnić. Pojawiła się ponieważ dzisiaj był moment by docenić ile osiągnęłam, jak długą i piękną drogę przeszłam. Dzisiaj ja mogę stawać na scenie i opowiadać swoją historię. I to jest piękne.

Źródło braku skuteczności moich działań w tamtym czasie był taki, że zaczynałam od końca, a przyczyna leżała w początku. Przecież jako dziecko doświadczyłam swoich traum, jako dziecko zamknęłam się w sobie i więcej się nie otwierałam. To tam powiedziałam sobie „dosyć, nie wytrzymam już więcej” i wyrzuciłam klucz do swojego wnętrza. Tak by już nikt więcej mnie nie zranił. Tak, desperacko by chronić siebie. Praca z WD uświadomiła mi, że ja muszę po ten klucz tam wrócić, poszukać go. Otworzyć te drzwi. Znaleźć to przestraszone dziecko i zdobyć jego zaufanie, zaopiekować się nim, ukoić jego ból. Przeprowadzić je przez wszystkie etapy dorastania, w których Cię potrzebuje. Ja w tym procesie byłam dorosła, ale ja wtedy też miałam w sobie to dziecko i ono aż krzyczało podczas tych warsztatów. Nie byłam jeszcze gotowa się nim wtedy zająć, więc zamroziłam tą emocję. Dlatego dzisiaj było do czego wracać. Cieszę się, że to zrobiłam, wiele się nauczyłam. Jednocześnie wraz z uzdrawianiem przeszłości, odzyskałam kolejną cegiełkę w postaci większej kontroli nad sobą. Pokochałam to dziecko, pokochałam siebie. Na zabój. I teraz mogę wrócić myślami do tych warsztatów, wrócić do tych wszystkich inspirujących kobiet, które tam spotkałam – i na myśl o nich w podziękowaniu za to, że dały mi wtedy nadzieję, dumnie machając swoją bransoletką krzyknąć : „Dziewczyny! Udało się! Naprawdę się udało! Ja też już siebie kocham!”.

Mam nadzieję, że poczują tą energię dzisiaj i kawa będzie im lepiej smakować. Jestem dzisiaj bardzo szczęśliwa. Jestem dzisiaj bardzo wdzięczna.

Magda K.

%d blogerów lubi to: