Cegiełki

Odnajdując siebie, poznając to co lubimy robić – tworzymy nowe schematy działań. Zaczynamy świadomie wybierać swoje aktywności, tworzyć własny rytm dnia. Budować życie tak, by żyło nam się szczęśliwie. Z uwagi na to, że mało o sobie wiem w kontekście upodobań to w obecnym czasie postawiłam na próbowanie, na życie chwilą. Myślałam o tych schematach działań jako coś bardzo dla mnie odległego, jako naprawdę długodystansowy cel.

Gdy próbowałam usiąść sama ze sobą, ładnie z notesem skora by zajrzeć głęboko w siebie i poukładać to swoje obecne życie, przelać na kartkę opis własnego JA to nachodziła mnie presja, poczucie blokady. Chciałam sobie w ten sposób ułatwić, a wychodziło kompletnie na odwrót. Nawet postawa „Ja Ci pomogę, powiedz mi czego chcesz, zrobię dla Ciebie wszystko” – nie pomagała. Odpowiedź była w jednym tonie „Nie wiem, ja po prostu nie wiem! Za dużo pytań! Za dużo!”. Szybko zrozumiałam, że to nie jest sposób dla mnie. Wiedziałam, że w idąc w tym kierunku oddalam się od celu i jedynie siebie tłamszę. Od razu zaprzestałam tych praktyk i odpuściłam. Postanowiłam zawierzyć procesowi. Moją rolę widziałam bardzo prosto. Próbować wielu rzeczy, słuchać serca, wspierać się. I tak też robiłam. Bardzo dużo rozmów przeprowadziłam sama ze sobą by pisać dla ludzi. Przerażała mnie konieczność deklaracji, długofalowości. Dlatego nie zrobiłam tego od razu. Chciałam upewnić się, że ja to naprawdę lubię. Bo ok, jakby arogancko to nie zabrzmiało, dobra jestem w wielu rzeczach, wielokrotnie potrafiłam się dopasować i wiem że nie zawsze równa się to z satysfakcją. Dlatego zwolniłam, tym razem miało być inaczej. Miało to przede wszystkim być dla mnie. Więc najpierw po prostu pisałam. Obserwowałam jak się czuję gdy piszę, jak się czuję gdy wstawiam to najpierw na kameralną stronę internetową. Zatroszczyłam się o siebie, byłam w tym najważniejsza. Z czasem byłam już pewna. Uwielbiam pisać, uwielbiam pomagać, chcę to robić na zewnątrz. Niczym dziecko uradowana otworzyłam dawno odstawiony na bok notes i na długo pustej liście pt. „Co lubię robić” na pierwszym miejscu w obecności sporej ilości serduszek napisałam : LUBIĘ PISAĆ. To było już coś! To był konkret! Prawdziwe zainteresowanie. Odprawiłam nawet taniec zwycięstwa. Zobaczcie jak można by było podejrzewać niepozorna i błaha rzecz – dla mnie była niesamowitym odkryciem, ogromnym sukcesem. To gdzie tu mowa o tym by określić własną osobowość podczas jednego posiedzenia sam na sam. Dla mnie są to bardzo delikatne procesy. Dlatego nie naciskałam i nie starałam się za szybko tego wszystkiego poukładać, chciałam by to szło moim tempem.

I dzisiaj doszła do mnie pewna refleksja na temat tego procesu. Pomyślałam, że właśnie to życie chwilą tworzy moje pozytywne schematy. Autentyczne wybory – czyli wykonywanie czynności, które sprawiają mi radość – im lepiej czuje się robiąc coś, robię to ponownie. Tworząc pozytywny schemat. A on jest jak najwyższej jakości cegiełka w procesie budowy naszego domu, naszego wewnętrznego domu zwanego szczęśliwy JA. To przemyślenie utwierdziło mnie w tym, że idę dobrą drogą. Drogą, która doprowadzi mnie do budowy mojego wymarzonego wewnętrznego domu, cegiełka po cegiełce. Zauważyłam u siebie pewien mały pozytywny schemat – rytuał, który bez zastanowienia powtarzam od pewnego czasu. Chodzi o poranki. Nigdy nie można było zwlec mnie z łóżka. Wykorzystywałam elastyczne godziny pracy by przesypiać każdy budzik a później pracować do późna, nie cieszyłam się na kolejny dzień. Teraz jest inaczej. Budzę się sama pół godziny, godzinę przed budzikiem, wyspana wypoczęta. Cieszy mnie to ponieważ mam więcej chwil tylko sama ze sobą. Traktuje to jako podziękowanie od własnego ciała za to że o nie dbam. Żyje z nim w harmonii. A ono mi się odpłaca witalnością. Tak to odbieram. Tak jak dzisiaj. Otwieram oczy. Godzina 5 rano. Przeciągam się w pościeli, patrzę chwilę na M. śpiącego uroczo z otwartymi ustami i wtulającego się w niego naszego psa. Psina macha delikatnie ogonem, patrzy na mnie. Oboje nie myślą wstawać. I bardzo dobrze, to mój mały moment. Daje każdemu po buziaku. Wstaję. Ogarniam się. Patrzę na siebie w lustrze, podoba mi się naturalna linia moich długich orzechowych włosów. Uśmiecham się do siebie. Schodzę na dół. Dołącza do mnie kot. Daje mu buziaka i przysmak. Czas na mnie. Szybko miksuję smaczny koktajl ze szpinakiem miodem i malinami. Wypijam grzecznie dotrzymując paktu z ciałem. Nagradzam się dźwiękiem ciśnieniowo parzonej kawy. Podkładam ulubiony kubek. Patrzę z oddaniem jak się napełnia. Gotowe. Narzucam na siebie sweter. Wychodzę do ogrodu. Siadam na schody. I teraz totalny spokój…. Powoli, bez pośpiechu biorę głęboki oddech poranku. Cudownie, pojawia się zrelaksowany uśmiech. Zamykam oczy. Pozwalam by pierwsze promienie słońca muskały moją zrelaksowaną twarz. Ładuję się energią wokół. Słyszę śpiew ptaków. Podziwiam kolory żywej zieleni, przerośnięte bukszpany czekające na przycięcie, kołyszące się lekko choinki, mrówkę chodzącą po moim kolanie. Psina wstała, podchodzi by się przyłączyć, kładzie się obok mnie na schodku niżej – oddając leniwe mlasknięcie. Biorę łyk kawy. Czy życie zawsze było takie piękne? – myślę sobie doceniając magię chwili. Gdy zawieje wiatr, szczelniej otulam się za dużym granatowym swetrem, dbam o siebie. Zaczesuje włosy rękoma na jeden bok by mi nie przeszkadzały. Oddycham powoli i głęboko. Czas zatrzymuje się i jest tylko dla mnie. Nie myślę o niczym. Jedynie odczuwam, podziwiam ten moment tak długo jak potrzebuje.

Gdy jestem gotowa, wstaję, wracam do przedpokoju po torebkę i kluczyki, nakładam szminkę – i z zupełnie inną energią ruszam do pracy. Z zupełnie innym nastawieniem na dzień. Kolejnego dnia aż chce mi się wstawać z łóżka. Jadę samochodem i już wiem, że znajdę czas by w ciągu dnia napisać o tym. Piękna ta moja nowa cegiełka – pomyślałam dojeżdżając do pracy. Pomyślałam uśmiechnięta. Nareszcie.

%d blogerów lubi to: