Zielone światło

Photo by Min An on Pexels.com

Wspierający. Kochający. Cierpliwy. Pan M. Mój wielki obrońca. Myślę o nim dzisiaj bardzo czule. Jestem tak wdzięczna, że to właśnie on był mi pisany. Gdzieś tam wszechświat bardzo łaskawy, zesłał mi go w momencie wielkiego zagubienia.

Praktycznie od pierwszego wejrzenia zapłonął w nas ogromny płomień miłości. Miałam wrażenie, że znam go od zawsze. Jego twarz wydawała mi się znajoma. Wysoki brunet, o mądrych spokojnych oczach i szczerym uśmiechu. Pełen zainteresowań i pasji, zawsze imponował mi swoją wiedzą. Wyraził chęć bycia ze mną, pięknie ubierając to w zdanie : „Magda, ja czekam na to – daj mi tylko zielone światło, abym już mógł zacząć Cię w pełni uszczęśliwiać”. Światło zapaliłam od razu. A on jak powiedział tak zrobił. Poruszał moje serce swoją troską, rycerskim zachowaniem. Ogłuszona życiem, potrzebowałam odpocząć i powoli dojść do siebie w jego bezpiecznych ramionach. To on stworzył mi bezpieczne otoczenie do wzrostu, nie naciskał i wspierał w każdej trudnej sytuacji. Był tak inny niż Ci wszyscy toksyczni faceci, których przyciągałam do siebie wcześniej. Sprawiał wrażenie, jakby jako jedyny na świecie realnie mnie dostrzegał. Czułam się widziana tak bardzo, pierwszy raz w życiu. To on wyrwał mnie z oka cyklonu, z środowiska toksycznej traumy. Poczekał, aż skończę studia i praktycznie od razu po tym wywiózł mnie (a raczej skorupę, którą byłam) daleko od tego wszystkiego. Tak bardzo tego potrzebowałam. Znalazłam się w zupełnie innym świecie, czas biegł tutaj wolniej, w powietrzu nie unosił się pośpiech a spokój. Z betonowej zimnej dżungli przeniosłam się w otoczenie pięknych jezior i lasów. Z opuszczonej małej kawalerki do której byłam zmuszona uciekać w bardzo młodym wieku po jednej z awantur – trafiłam do pięknego domu patrząc z okna na zieleń i kołyszące się choinki. Wtedy już porządnie złapała mnie myśl, że dostałam prawdziwą szansę, że mogę zacząć od nowa. Czułam się jak bohaterka powieści Katarzyny Grocholi „Nigdy w życiu”, która z wielkiego miasta nagle znalazła się w kompletnie innej rzeczywistości. Podobnie jak ona zaczynałam od nowa układając swoje popaprane życie. Z nim. Przy nim poczułam jak to jest być kochaną. Bezwarunkowo. Kochał mnie tak samo jak byłam zła, smutna, przestraszona. Gorsze dni miewałam często. Był ze mną zawsze, niezmiennie. Wspierał, gdy szukałam pracy. Motywował bym sięgała gwiazd. Wydaje mi się, że wiedział w jak głębokiej traumie jestem i co przechodzę jeszcze długo przede mną. Jakby czuł, że wszystko się ułoży, że w końcu się przebudzę. Cierpliwie obserwował, wspierał przy terapiach. Wysłuchiwał moich historii, uznawał mój ból, był moją opoką. Wspierał przy każdej próbie inwestowania w siebie, odzyskiwania siebie, nigdy nie robił mi wyrzutów ani nie naciskał na nic. Dawał mi przestrzeń. Czas na dojście do wszystkiego samej. Jakby wiedział, że wszystko ma swój czas.

Zawsze starałam się dawać mu wszystko co mogłam, okazywać swoją miłość, wsparcie. Zdawałam sobie sprawę ile kosztować musi go ta cała sytuacja, tym bardziej byłam pełna podziwu i zachwytu jak osiągał swoje cele. Pomimo tego jak dużo energii każdego dnia mi oddawał. Nie wyrażę wdzięczności jaką noszę do niego w sercu. Chciałam dać mu zawsze tak wiele, niestety tak niewiele miałam. Dzielnie znosił moje gorsze dni, tygodnie, miesiące, nigdy nie narzekał. Jest to najpiękniejsza i najmądrzejsza dusza jaką znam. Mój cudowny dar od losu. Dzisiaj M. jest wpływowym i rozpoznawalnym człowiekiem. Swój zawód wybrał z powołania, uważam że w tym tkwi jego sukces. W swojej pracy jest niesamowity, imponuje mi wieloma rzeczami. Jestem pod wrażeniem jak ciężko pracuje i jak ambitne cele stawia przed sobą. Za serce łapie mnie najbardziej to jak w swojej pracy pomimo rozpraszaczy, potrafi zatrzymać się i dojrzeć człowieka, niosąc mu pomoc przy każdej możliwej okazji. Patrzy na świat w cudownej równowadze umysłu i serca. Jest człowiekiem wielkiej wiary, niezłomnym, pokornym ale jasno też stawia granice. Do wszystkiego doszedł sam. Zupełnie sam, ponieważ rodziców stracił jeszcze za młodu. Nigdy się nie poddawał, pomimo swojej niepełnosprawności, która od dziecka utrudnia mu chodzenie. Przy nim czuję, że nie ma rzeczy niemożliwych, kocham w nim wszystko. Jestem wdzięczna za swoje przebudzenie, wiem jak ogromny wpływ ma to na nasz związek. Oboje mocno cieszymy się wstąpieniem na nowy poziom. Delektujemy się każdym dniem, każdą chwilą. W końcu mogę w pełni wspierać go w jego wyzwaniach i przyjmować w pełni jego wsparcie. Różnica jest niesamowita. Kocham go niesamowicie mocno i w końcu jestem w stanie okazywać to tak jak czuję naprawdę, bez tego balastu, który w sobie nosiłam. Spotkało nas ogromne szczęście. Tak długo na to czekaliśmy. Tak bardzo tego potrzebowaliśmy ❤

M. dziękuję Ci za wszystko. Jesteś moją bratnią duszą. Moim bohaterem. Moim wielkim obrońcą. Wiem, że długo musiałeś na mnie czekać. Dziękuję Ci za wiarę we mnie. Już jestem. Poczuj jak łapię Cię za rękę, poczuj jak życie rozkłada się na nas po równo. Poczuj moje uczucie do Ciebie, moją obecność. Tak bardzo na to zasługujesz. Tak bardzo i od tak dawna pragnęłam wypełnić to puste miejsce obok Ciebie, tutaj na tej ścieżce wspólnego życia. Dotarłam. Stoję przed Tobą i teraz ja proszę Ciebie o zielone światło. Pragnę Cię uszczęśliwiać. W pełni. Każdego dnia. Patrzę na ten moment z ogromną radością i wzruszeniem. Popatrz jak cudownie, że dalej możemy iść już razem. Tak wiele cudownych wspólnych chwil przed nami. Cieszę się na każdy kolejny dzień z Tobą ❤ Kocham Cię ❤

MK.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: