(Nie)lojalna sobie

Sięgać. Chwytać. Po więcej. Po marzenia. Swobodnie i bez poczucia winy. Uczę się tego. No i mam konkretną okazję. Temat generalnego remontu. Wymarzonego. W głowie pojawiły się wczoraj myśli „Ty? Ty masz mieć lepiej?”. Weszłam w tą myśl. A za nią moja przeszłość. Mój smutek w oczach dziecka. Współczucie, że Mamie nigdy się ten jej zapowiedziany remont nie udał. Razem z Tatą toną do dzisiaj w długach, nawet nie chcą powiedzieć ile zostało im do spłaty. Nie chcą pomocy, unoszą się honorem. Stojąc z boku i obserwując automatyczne hasła w mojej głowie, zauważam że miłość do nich ukształtowała mi się na przestrzeni lat w sposób toksyczny. Nie winię siebie, nie dziwię się sobie, rozumiem. Nie mając wpływu na ich szczęście, mimo wszystko czułam potrzebę zrobić cokolwiek, jakoś pomóc, być solidarna, lojalna. Co mogłam zrobić jak nie uderzyć w jedyną rzecz, na którą jako dziecko miałam wpływ. Miałam wpływ na własne szczęście. Więc skutecznie odebrałam sobie do niego prawo w tych samych kategoriach co rodzice się potykali. Idąc tym tokiem myślenia bardzo wcześnie wyrosłam na skorupę, która trzęsła się na myśl że mogłaby kupić sobie fotel ogrodowy. No jak to, Mama tak kocha kwiaty a nawet ogrodu nie ma, a ja miałabym tak leżeć i się relaksować? Dwa lata od wprowadzenia się do domu z ogrodem nie miałam żadnych mebli ogrodowych. Żyłam w tym pięknym domu z ogromnym poczuciem winy, nie zmieniając w nim nic po swojemu. To nic, że meble i wystrój nie był w moim stylu. Jedyne co kupiłam to jeden obrus, jedne zasłony i czajnik. I uważałam, że nawet na to nie zasługuje, czułam dyskomfort więc nie robiłam tego więcej. Ciuchów kupowałam sobie od groma, jak Mama – ale na wszystko czego ona nie miała, również sobie nie pozwalałam. Dzisiaj to rozumiem. Widzę to i mówię dosyć. Kochanie. Teraz widzę to wyraźnie, mam dar spojrzenia na to wszystko z boku. Zabieram to od Ciebie, nie musisz dłużej już tego w sobie nieść. To nie jest nasze. Jesteś wolna. Nie odpowiadamy za nikogo innego z wyjątkiem siebie. Odpowiadamy za swoje własne szczęście. Zasługujesz na wszystko co najlepsze. I ja tego dopilnuje. Ja się Tobą zaopiekuje. To sobie powiedziałam wczoraj i powtarzać będę za każdym razem jeśli ten lęk i poczucie winy wrócą.

Cały okres dorastania żyłam w okropnych warunkach psychicznych i mieszkaniowych. Najpierw z Mamą w kamienicy bardzo zapuszczonej, a później wygnana w wieku nastoletnim do opuszczonego domu po babci, który był w jeszcze gorszym stanie. Mój pokój zawsze odstawał od tych, które miały koleżanki. Mój korytarz w szemranej ulicy zawsze wzbudzał u nich lęk, tak że musiałam je odprowadzać na sam dół do wyjścia. Czułam się maksymalnie upokorzona. Mama była uzależniona od zakupów. Traktowała je jako szybki przypływ radości, taką odskocznie – pogłębiając tym swoje długi na kartach kredytowych. Wydawała ogromne sumy na ubrania, fryzjera, wakacje i święta (wyrzucając potem ogromne ilości jedzenia). Po zakupach entuzjazm opadał, nigdy nie cieszyła się z rzeczy, które nabyła. Święta niszczone były awanturami. Ubrania i fryzjer nie upiększały bo nadal patrzyła sobie w oczy z nienawiścią mówiąc jak brzydka jest i jak nienawidzi siebie. Po wakacjach zawsze mówiła, że nienawidzi ojca i były to jej najgorsze wakacje w życiu. Za pół roku planowała kolejne. Zawsze było tak, że podczas zakupów tryskała radością i energią, a gdy z nich wracała to zawsze była już rozżalona i wściekła. Ja dorastając zaczęłam powtarzać te toksyczne schematy, skupiając się na chwilowych uniesieniach radości, próbując poprawiać sobie sztucznie humor. Wiele lat z pełną świadomością późniejszego ataku na moją osobę wchodziłam w ten toksyczny rytuał zakupów razem z Mamą. Wiedząc jak Mama euforyczna będzie szłam na zakupy razem z nią. Pragnęłam strasznie tych momentów, kiedy jest taka zadowolona, pragnęłam chociaż na chwilę dzielić z nią radość nawet jeśli była iluzją. Nic innego nie miałam. Piłyśmy kawę, śmiałyśmy się i plotkowałyśmy. Byłam tak zdesperowana, głodna miłości, zauważenia, że znosiłam każdorazowo dodatek w postaci koszmaru drogi powrotnej, wyzwiska, oskarżenia – wszystko byle spędzić z nią trochę miłego czasu.

Dzisiaj jestem poza tym. Ostatnie wyjście na zakupy z Mamą miało miejsce blisko rok temu. Ostatni euforyczny szał zakupowy miał miejsce 4 miesiące temu. Nie chce wpadać w taką paranoję, w takie huśtawki. Zdecydowałam, że będę żyć inaczej. Będę działać, by broń boże nie robić tego M. i naszym przyszłym dzieciom. Dlatego pracuje nad sobą. Efekty mam już spore, kończy się 6 miesiąc odkąd zaczęłam tą pracę. Nie traktuje już zakupów jako pocieszacza. Nie traktuje tak już również jedzenia. Znam siebie i swoje systemy obronne. Coraz mniej się dysocjuję w obliczu triggerów, potrafię przywrócić się – uziemić i zająć się sprawą. Potrafię również dostrzec siebie poza tym wszystkim. Docenić siebie jako istotę, nie stapiać się z emocją i nie oceniać poprzez jej pryzmat. Widzę siebie w całej okazałości i doceniam niesamowicie za całą tą pracę. Kocham siebie i interesuje mnie moja osoba. Widzę, że jestem empatą, jestem bardzo wrażliwa na piękno otoczenia. Piękne wnętrza sprawiają, że czuję się lepiej. Męczyłam się niemiłosiernie przez wszystkie te lata zauważając każdą najdrobniejszą ryskę w mieszkaniu, w którym waliły się ściany. Ciężko pracujemy z M., potrafimy gospodarować kapitałem, dbamy o to co posiadamy. Krok po kroku doszliśmy do momentu remontu. Takiego fest, takiego z projektantem, takiego wymarzonego. Nie wierzę, że będę mogła pokazać projektantce te wszystkie zdjęcia, te inspiracje wystrojów, które od lat trzymam w folderze w telefonie 🙆‍♀️ Czemu miałabym się z tego nie cieszyć? Wczoraj płakałam uwalniając z siebie to pragnienie, płakałam gdy uzmysłowiłam sobie, że mam już odwagę spełniać to marzenie. Finansowo mogłam to zrobić już rok, dwa lata temu. Jednak dopiero teraz moja osoba jest obecna i gotowa, dopiero teraz nadszedł ten odpowiedni czas. Nadszedł, ponieważ do niego wzrosłam. Mogę go prawdziwie docenić, cieszyć się z niego. 6 miesięcy temu wybrałam odpowiedzialność, ciężką pracę i jestem z tego dumna. To wszystko sprawiło, że z chorągiewki na wietrze przeszłam do momentu, w którym naprawdę zawierzam sobie. Zawierzam, że potrafię sama o siebie zadbać. Robić plany długodystansowe. Mogę na sobie polegać. Mogę na siebie liczyć. Jak pomyślę sobie jak zniewolona byłam przez toksyczne schematy rodziców to tym bardziej mam ochotę otoczyć się opieką. Dlatego działam, działam by odzyskać swoje życie. Przy okazji tulę siebie i Was. MK ☕️👩‍👧

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: