Dwie korony

„Znaj swoje miejsce”.

Jak często słyszeliście te słowa w dzieciństwie? Bo ja bardzo często. Jako dziecko, nastolatka, studentka, później jako dojrzała kobieta. To zdanie nie opuszczało mnie na krok. Nienawidziłam tego. Pałałam do tego podejścia, kategoryzowania ludzi, pojęcia hierarchii odrazą. Czułam się niesprawiedliwie traktowana, gnojona, tłamszona, terroryzowana. I wiecie co? Miałam rację. Nie żałuje ani jednego wybuchu, ani jednego objawu buntu jaki okazałam w opozycji dla tego okropnego podejścia. Wywyższania się. Całe życie czekałam, aż to sobie pójdzie. Przeminie, aż będę na tyle poważana, że ktoś uzna to moje „miejsce” za adekwatne i powie : „tak Magda, możesz tutaj stać”. I w tym był problem. Czekałam, aż ktoś mi pozwoli. A tak naprawdę nie czułam się godna. I dziwiłam się czemu bo przecież broniłam swoich racji jak lwica. Owszem, w wieku nastoletnim wypełniała mnie wściekłość, wylewała się niepokorność, gdy ktoś próbował mnie zaszufladkować. W wieku dojrzałym nie pozwalałam sobie na takie komentarze. Ale co z czasem kiedy byłam dzieckiem? Czy miałam okazję równie walecznie obronić swoich racji? No nie. Dlatego to nie odchodziło. Znajdowało najróżniejsze sposoby aby wracać. Nawet w pracy, osiągając pozycję kiedy nikt nie odważyłby mi się powiedzieć takiego czegoś prosto w oczy, to zdarzała się sytuacja, że za ścianą słyszałam „Młoda nie zna swojego miejsca”. Bolało. Wkurwiało. Ciągnęło się za mną jak smród. Dlaczego? Dlatego, że jako dziecko ja nie mogłam zrobić nic. Nasłuchałam się tych krzywdzących bzdur. Przyjmowałam do siebie. Przyswajałam. I zamroziłam. Kod zapisany. Dlatego to się za mną ciągnęło. Dlatego moja dusza dawała mi znać, że temat nie został zakończony. To wracało, aby dać mi szansę w końcu rozprawić się z tym raz na zawsze.

Jako dziecko wierzymy bezgranicznie swoim rodzicom. Są oni dla nas jak wyrocznia. Moja wyrocznia, gdy próbowałam powiedzieć co myślę, co czuję – mówiła karnie „dziecko, znaj swoje miejsce”. Wiecie co wtedy czułam? Pogardę z jej strony, czułam w jej głosie pogardę. W jej oczach widziałam poczucie wyższości. Ale nie takie zdrowe, które sprawiałoby, że czułabym się bezpiecznie. O nie. Takie przez które czułam się jak śmieć. Jako dziecko czułam się nic nie warta. I to energia tej stłumionej emocji przyciągała do mnie osoby toksyczne, na podobnym levelu, gotowe zadać mi podobny cios. To przekonanie tego dziecka nie pozwalało mi do końca stanąć pewnie na nogach w wieku dorosłym. Te głosy za ścianą odzwierciedlały nie moje obecne przekonanie o sobie samej, ale płacz, rozpacz mojego dziecka. I rzeczywiście kochani, jak weszłam w tą emocję to znalazłam tam dużo cierpienia. Cierpienia, którego nawet wcześniej nie pamiętałam, takie było zamrożone.

Ale teraz pamiętam, jestem wdzięczna za wiadomość, która mi o tym wszystkim przypomniała. Za świadomość, dzięki której potrafiłam to zrozumieć. Uzdrawiam kolejną ranę. Mówię do swojej Małej. Jestem tu kochanie. Widzę Cię. Akceptuję Cię w całości. Dla mnie Twoje zdanie, uczucia się liczą. Mi możesz powiedzieć wszystko. Dla mnie jesteś najważniejsza. Może mamy inne umiejętności. Może jesteśmy na innych etapach. Lecz Twoje miejsce kochanie, jest na równi z moim. Twoje rozterki, są równie ważne jak moje. Twoje radości, są równie intensywne jak moje. Obie żyjemy i mamy prawo żyć w pełni, w absolutnym odczuwaniu. Bez hierarchii, bez podziału. Jestem i zawsze będę już strażnikiem Twojej swobody wyrażania. Wyprostuj się, otwórz szeroko usta i powtórz za mną : „Dziecko, jak dumnie to brzmi”.

Kochani bądźmy uważni. Cudownego dnia. MK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: