Zielono mi

Jestem. Wstałam i wiedziałam, że będzie wpis. Słowa, zdania, refleksja same wylewają się ze mnie. Przychodzą mi do głowy przemyślenia, kolejne odkrycie. Znam ten stan. Ekscytacja biegnie mi w górę po karku. Przepełniona inspiracją, parzę niecierpliwie kawę w ulubionym kubku z satyryczną grafiką Magdy Danaj. Nie potrafię zatrzymać układającego się w całość początku mojego tekstu. W swojej głowie już piszę. Chwila. Jeszcze chwila, chwila no bo zapomnę, no już siadam zaraz, sekunda –uspokajam swoje podekscytowane wewnętrzne dziecko. Ekspres wyłącza się. Ja lokuje się w wygodne miejsce i spuszczam myśli ze smyczy. Jestem w parku swojej twórczości, tu można szaleć, biegać boso po trawie i co tylko dusza zapragnie – oj jak mi to pasi – zapraszam.


Kwiaty lubiłam zawsze cięte. Nie wyobrażałam sobie mieć w domu te zielone doniczkowe, nie czułam się z nimi na fali porozumienia. Przerażało mnie, że coś mogłoby na mnie polegać w sposób długoterminowy. Bliska relacja (nawet z roślinką), rytuały pielęgnacyjne, były mi obce – moje życie było chaosem, nie potrafiłam stawić się tak w ten sposób nawet sama dla siebie. Nawet jeśli dostałam taką roślinkę w prezencie, mimo moich starań – padała.
Gdzieś zapominałam podlać, gdzieś mi nie wychodziło. W końcu niemoc przerodziła się w gniew. Gniewałam się na nie, nie rozumiejąc ich natury, nie rozumiejąc wtedy w sumie żadnej natury. Nie znałam ich nazw – czułam się głupia. Nie chciałam uczyć się o ich pielęgnacji – bo wydawało mi się, że i tak sobie nie poradzę. Głupie kwiaty myślałam – czując „głupia ja”. Wytykałam im, że nawet nie kwitną, nie są „wyjątkowe” – ponieważ sama czułam się niewidzialna i kompletnie nie wyróżniająca się z tłumu. I tak mi uschnie, nie warto – stawiałam krzyżyk na nich, tak jak na swoich pragnieniach czy potrzebach. Robią mi to na złość – kwitowałam, przerzucając na nich winę za własną bezsilność. Wysyłałam w ich kierunku mnóstwo jadu i niechęci. Dzisiaj jak o tym myślę, nie dziwię się, że mimo podlewania usychały czy bóg wie na co jeszcze je skazywałam. I najlepsze: uważałam, że kwiaty zielone są bez sensu. No są bez sensu. One po prostu są i nic z tego więcej nie wynika. Nie powalają z nóg barwą kolorów, nie ma na co czekać, do czego dążyć w pielęgnacji – bo przecież nigdy nie kwitną. Po prostu są. Oj jak bardzo mnie to wszystko wkurzało.. No bo jak tak można.. bezczelnie, arogancko – po prosto być? No właśnie…


Ten temat właśnie dzisiaj do mnie wrócił. Wierzę, że to wiadomość, nauka którą dzisiaj jestem gotowa z tego wyciągnąć. By ruszyć kolejny zastój, uwolnić kolejną energię, zrobić miejsce i wyjaśnić kolejne niedopowiedzenie między mną a moją duszą. Daje temu przestrzeń na wyrażenie się, na wypełnienie lekcji i dokończenie swojej powinności. Słucham.


Słucham i staram się wczuć. I mimo, że nie mam w domu żadnej doniczkowej rośliny patrzę na taką oczami wyobraźni. Staram się zaobserwować, jakie dzisiaj mam do niej podejście, jakie uczucia ona we mnie wywołuje. Staram się zaobserwować i przyswoić kolejne odkrycie w sobie. Mój duch wzrasta odkąd pracuję z traumą. Każda zmiana, nawet najdrobniejsza, która we mnie zachodzi potrzebuje się zintegrować. Potrzebuje mojego czasu, wsparcia mojej energii. To właśnie się dzieje, daje temu swoją uwagę, podlewam nią ten proces, sprawiam by się dokonał. Niektóre rzeczy dzieją się podświadomie, ale prędzej czy później zauważam zmiany i poświęcam czas na ich przyswojenie. Jest to bardzo miłe zaskoczenie, pewnego rodzaju ulga – łatwa i przyjemna robota. Nikt nie lubi się przecież złościć – nawet na rośliny 😊I teraz gdy tak patrzę, w swojej głowie na jedną z nich. Widzę cudowny byt. Zupełnie odrębny, niezależny. Doceniam jego obecność, jego energię, jestem wdzięczna, że na jego przykładzie mogę stać się bardziej świadoma. Nie czuję się też w władzy nad nim. Nie pomyślałabym nawet by odebrać mu prawa do bycia, rozmyślać o tym – to nie moja broszka. Nie podważałabym powodu jego istnienia pytaniami, na które nikt nie zna odpowiedzi. Nie widziałabym sensu porównywać go do innych gatunków roślin, kwiatów wytykając czego mu brakuje. Nie robiłabym tego wszystkiego, ponieważ nie robię już tego sama sobie. Ten kwiat jest unikalny, idealny w swojej istocie, dokładnie taki jaki ma być. Zawiera w sobie wszystkie elementy, jest kompletny. Cudownie.


Porównując daną roślinę do innej odgrywałam jedynie schemat z własnej głowy. Nie szanowałam siebie i nie potrafiłam szanować życia innych. Wpadałam w absurdy swojej głowy, nie zauważałam tak pięknych cech jak różnorodność, nietuzinkowość, indywidualizm. W domu od najmłodszych lat powtarzano mi hasła typu „Jak zetniesz włosy żaden facet na Ciebie nie spojrzy, będziesz przeciętna”. Byłam wściekła. Ta wściekłość rosła, mój bunt rósł, czułam że to wszystko tak bezczelnie mnie ogranicza – najchętniej rozniosłabym to wszystko w drobny mak. Jednak jako dziecko czy nastolatka nie miałam możliwości się temu realnie przeciwstawić. Zostało wkurzać mi się na przeciętnie wyglądającą roślinkę. Ulżyć sobie trochę. Dzisiaj czuję, znam prawdę i będę nią żyć – Piękno nie ma jednej twarzy, piękno nie ma jednego idealnego pączka róży w swojej definicji. Piękno jest niezmierzone, nieprzewidywalne i nieokreślone. Piękno istnieje w każdym gatunku, rasie, całości, jednostce, życiu, śmierci – osobno i razem jednocześnie. Dla każdego jest to coś innego, wyjątkowego, unikatowego. Nie mam zamiaru zamykać to piękno w jednym schemacie, nie zamknę się już nigdy na odczuwanie go w całości.


Wiadomość dotarła i została odczytana. Nie przyszła ona do mnie w losowym momencie. Lipiec był dla mnie wyzwaniem. Otworzyłam w sobie bardzo zablokowaną traumę. Ogromnie ciężki wór przeżyć, który sprawiał, że kwestionowałam swoje życie. Nie w sposób jednoznaczny na zasadzie „Ta trauma tak boli, że nie mam siły żyć” – tylko „ Po co ja żyje?”. Podwójny nelson, z którego bardzo trudno było mi się uwolnić. Ten mechanizm obronny opisywałam w poprzednim poście. W skrócie to pytanie odwracało mi uwagę od bólu jaki czułam, ponieważ nie dawałam sobie z nim rady. Tak samo działa przerzucanie swojej złości, kompleksów, żalu na inne osoby, byty, przedmioty. Przebrnęłam na szczęście przez ten bardzo trudny etap, zauważając go i ukochując w całości. Gdy podobne emocje powrócą, już wiem jak najlepiej się sobą zaopiekować. Wiem z czego one wynikają, gdzie mają swoje źródło i jak głośne jest to wołanie o miłość.


Dzięki miłości właśnie, odblokowałam siebie z przeświadczenia, że moje stopy potrzebują powodu by stąpać po ziemi czy moje oczy potrzebują celu by budzić się rano. Ja nie muszę udowadniać nikomu, że z mojego istnienia „coś wynika”.
Znalazłam źródło tego bólu w traumie, że ktoś kto mnie urodził nie cieszył się z mojego istnienia. Człowiek winien zradzać się z miłości, opiekun winien wypełniać każdy oddech, każdy krok dziecka spojrzeniem przepełnionym miłością. Jeśli tak się nie dzieje, i zamiast miłości dziecko dostaje negatywne emocje spowodowane burzliwym życiem opiekunów – odczuwa ogromny brak, odczuwa brak przynależności, kwestionuje słuszność własnego istnienia. Skoro nie zrodziłem się z miłości – dlaczego więc tutaj jestem? Czy to przypadek? Patrzę na to z ogromnym współczuciem. Takie pytania ostro powaliły mnie gdy po raz pierwszy usłyszałam je od swojego wewnętrznego dziecka. Na szczęście jestem tu i ogarnęłam temat. Kocham to dziecko i jestem wszystkim czego ono potrzebuje. Nie uciekam w myśli, na temat sensu życia – bo wiem, że nie odpowiedzi na to pytanie ono szuka – szuka jedynie miłości. W drogę życia zawierzam. Źródłem mojego wzrostu nie jest chęć zapełnienia pustki czy posiadanie powodu, czy rozgrzeszenia, że robię coś ze swoim życiem. Tym źródłem jest miłość do samej siebie. Po prostu. Miłość. Bo ja na ten wzrost po prostu zasługuję. To jest dla mnie dobre. I to wybieram. Dziękuje roślinko, że byłaś tutaj ze mną. To była wyjątkowa lekcja.


Od poniedziałku zaczyna się mój dwu tygodniowy urlop. Myślę, że w tym czasie któregoś dnia uhonoruje ten etap zaadoptowaniem zielonej doniczkowej rośliny (jak przygarnę to wstawię zdjęcie na relacje).

Jestem gotowa na wymianę pozytywnej energii. MK 🌱☕️

Zdjęcie : Alice Neel „Nancy and the rubber plant”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: