Obserwowana

Ok, jestem. Na zewnątrz cisza spokój – wewnątrz dzieje się wszystko. Przekraczam własne bariery. Znosze je i uwalniam wcześniej zniewoloną przestrzeń. Jestem niczym Daenerys zrodzona w burzy wyzwolicielka z okowów 🤘👌 Parę razy wspominałam o systemach ochronnych, że pracuje z nimi, że zauważam i postanawiam postępować inaczej – świadomie. Poświęcałam na tą pracę masę czasu. Z efektem, sukcesem. Myślałam, że zostało jedynie to pielęgnować. Dzisiaj sobota. Kończy się mój dwutygodniowy urlop. I powiem Wam lekko mówiąc – było intensywnie.

To ile wyszło ze mnie podczas tego urlopu to jest coś niesamowitego. Praca ze sobą po raz kolejny pokazała mi jak bardzo trzeba odpuścić oczekiwania względem siebie. Za każdym jednym razem gdy uważam coś za swój pewniak – wszechświat pokazuje mi prawdę – bez względu jak ciężka dla mnie by ona nie była, często bardzo odmienną od moich przekonań. I bardzo dobrze. Bo wszechświat ma gdzieś to co sobie tam w głowie uroiłam, wszechświat nie interesuje się iluzją, wszechświat just dont give a shit about stuff like that. Wszechświat przejmuje się mną, ale tak naprawdę. On będzie dążyć do mojego najwyższego dobra, życiu w prawdzie i w połączeniu z moją duszą będzie to moje przeznaczenie niezłomnie okazywać. I jeżeli to co uznałam za pewniak nie jest nim – on mi to pokaże.

Moim przeznaczeniem jest być szczęśliwą – to wiem na pewno.

Nowy system obronny jaki w sobie ukochuje to uciekanie do przyszłości. Moja głowa w wyniku traum przywykła do przeinaczania rzeczywistości, wypierania niewygodnych uczuć poprzez zbytnie przywiązywanie się do każdych momentów z wyjątkiem tych teraźniejszych. Przeszłość to jest coś z czym pracuje od dłuższego czasu. Moja uwaga jest tam skupiana, moja troska, miłość wysyłana na bieżąco. To co teraz robię to jest najtrudniejsza rzecz w moim życiu. Wymaga to ode mnie niesamowitej uwagi, ponieważ głowa przyzwyczajona do schematu – próbuje uciekać. No właśnie. Zauważyłam, że ucieka w jedyną przestrzeń, w którą nie wnikam swoim nowym okiem świadomości – przyszłość.

Odkąd stanęłam na nogi finansowo po studiach wpadłam w pewien schemat obronny. W momentach, w których czułam się gorzej – zaczynałam planować wyjazdy. W planowaniu powtarzalne były trzy elementy.

1) Fantazjowanie o poczuciu ulgi w momencie przekroczenia jakiejś granicy. Za każdym razem wydawało mi się, że jak tylko znajdę się w innym otoczeniu – np. na lotnisku, na plaży, w restauracji, przy światowej sławie zabytku, będę potrafiła złapać głębszy oddech i poczuje się lepiej. Ekscytowałam się faktem, że TAM na pewno poczuje się wolna, spełniona, na miejscu. Nikt nic ode mnie nie będzie chciał, ponieważ nikt mnie tam nie zna. Jednym słowem marzyłam o wolności, spuszczeniu kajdan, byciu sobą.

2) Fantazjowałam o jedzeniu jakie zjem na wyjeździe – bo przecież na urlopie nie ma diety. Co może być lepszego od wolności względem oczekiwań innych? Połączenie tego z wolnością względem oczekiwań wobec samej siebie. Brzmi pięknie, jednak w rzeczywistości spłacałam to jedynie do połączenia ucieczki od siebie i zajadania emocji.

3) Zrobić i wstawić na fejsa pełno super zdjęć o tym jak cudowne jest moje życie – miało to na celu oddalić mnie od niewygodnej prawdy, żyć innym życiem chociażby w oczach innych ludzi. Tutaj wyłania się problem przekładania opinii innych nad własną.

Kochani. Za każdym razem, gdy mój plan dochodził do skutku, ja nie czułam się lepiej. Czułam się wręcz fatalnie. Dlaczego? Dlatego, że ja nie czułam się źle ani przez miejsce, w którym się znajdowałam, ani przez dietę jaką prowadziłam, ani przez natłok obowiązków. Ja czułam się źle, ponieważ miałam w sobie ogrom stłumionych emocji, które desperacko wołały o uwagę. I to była jedyna rzecz jakiej potrzebowałam. Zobaczyć je, ukochać, zająć się tymi emocjami. Odnaleźć i zaopiekować się swoim wewnętrznym dzieckiem. Nie da się uciec od samego siebie, a źródłem mojego złego samopoczucia nie było nic na zewnątrz – lecz wszystko to co było wewnątrz. Kochani, naprawdę. Leżąc na plaży we Włoszech i sącząc słodkiego drinka Malibu z palemką wcale nie czułam się lepiej. Biedny M. nie wiedział już co robić, bo wiecznie byłam niezadowolona. Uśmiechałam się jedynie do zdjęć, albo do M z poczucia winy, że jestem taką wredną zołzą. (ukłon dla M. za te wszystkie lata męki – kocham Cię skarbie i dziękuję za wszystko).

W tym roku nie wyjechałam nigdzie. I nie dlatego, że byłam taka oświecona swoim odkryciem. Zostałam w domu z powodu koronawirusa, dla bezpieczeństwa, by nie ryzykować. I dzięki temu, właśnie podczas swojego spokojnego urlopu, gdy zaczęły się dąsy i plany – byłam w stanie zatrzymać się i dzięki mojej świadomości zauważyć na co się TAK NA PRAWDĘ wkurzam. Nie ukrywam, zajęło mi to cały urlop – jednak z pełną pewnością mogę powiedzieć, że mój urlop nigdy nie był równie udany i równie prawdziwy. Bowiem była w nim prawda. I każdy uśmiech, który się pojawił był mój. Był szczery. A to prawdziwy skarb.

Kochani, gdy w to weszłam. Gdy to odkryłam, polały się łzy. Potok łez. W tym całym schemacie, kryła się tak ogromna tęsknota za szczęściem, tak wielki brak miłości, tak ogromny smutek, że nie jestem w stanie nawet tego opisać. Wszystkie wakacje, które przepłakałam w ceglanym pokoju jako dziecko i nastolatka, wszystkie rozczarowania, porzucenia to wszystko wybijało mi w tej układance. Jedzenie to była jedyna forma miłości jaką moi rodzice potrafili okazać. Dlatego odgrywało ono tak dużą emocjonalną rolę. To wszystko niczym iskra odpalało moją emocjonalną bombę. Zbudowałam na tym tak wiele warstw iluzji, próbowałam tak bardzo to zakryć, zasłonić, zapomnieć. Im więcej iluzji tym lepiej. Tutaj idealnie pasował mi facebook. Jednak to co zbudowane na fałszu musi się rozpaść. Na wszystko jest idealny moment. Jestem wdzięczna, że u mnie proces trwa już od stycznia. Od stycznia nie mam też konta na facebooku – moje jedyne to Magda Kay na którym w 100% poświęcam się pracy z emocjami na grupie, na kursie i tutaj na fanpage’u.

Kolejne kawałki iluzji opadły ze mnie w ten urlop z głośnym hukiem. Dziękuje za oczy świadomości, które były w stanie to zaobserwować i przyswoić. Patrzyłam spokojnie, jak spadają – dałam sobie poczuć to wszystko. Jak rozbijają się bezpowrotnie. Jest to ciężki proces, jednak tak niezbędny każdorazowo by coraz głębiej i autentyczniej żyć. Z każdym takim momentem, staje się bardziej naga. Naga ale i prawdziwie wolna, nieposkromiona. Żadna granica, żadne lotnisko, żadna plaża, żaden drink z palemką, żadne cannelloni – nigdy, przenigdy nie dały mi dotychczas takiego niesamowitego uczucia odpoczynku i ulgi jak ten kontakt ze sobą przez te ostatnie dwa tygodnie. Bardzo chciałam to Wam przekazać, dotrzeć do tych części Was które tego potrzebują ❤ Bo mi dało to niesamowicie wiele. Idę popływać kajakiem. Pocieszyć się z przepięknego miejsca w którym mieszkam i do którego inni przyjeżdżają na urlop. Idę by dalej żyć w tu i teraz.

Niesamowicie wdzięczna, dopijająca kawę i obserwowana przez dwie białe synogarlice. MK 💁

2 myśli w temacie “Obserwowana

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: