Fusion

O tym jak trudno jest być sobą, zaczynać coś nowego, o wstydzie, lęku, zmianie oraz o scalaniu duszy z ciałem.

Całe swoje dotychczasowe życie dzieliłam na części. Dzieliłam na kawałki siebie, moje uczucia, ciało, sytuacje.

Nie radziłam sobie by ogarnąć swoje życie w całości. Każda część mojego ciała była dla mnie spoko, jednak nie potrafiłam ogarnąć go w całości. Podobał mi się nos. Podobały mi się oczy. Uszy. Brwi. Usta. Jednak w całości moja twarz była dla mnie dziwna. Nie lubiłam na nią patrzeć. Nie lubiłam jej na zdjęciach. Tak samo reszta ciała. Nogi ok. Piersi ok. Ręce. Biodra. Tyłek. Wszystko z osobna ok, jednak całości nie lubiłam.

Dzieliłam też etapy w życiu. Jak podchodziłam do życiowej ściany to odcinałam się od tego co było, wypierałam to żyłam jakby od nowa nie zmieniając nic. Np. Ciężkie życie w gimnazjum wyparłam idąc do liceum. Tak samo ze studiami – wyparłam liceum. Życie przed i po powrocie siostry z zagranicy. Życie przed i po poznaniu Pana M. Życie przed i po wyprowadzce. Życie przed i po schudnięciu. Życie przed i po efekcie jo-jo. Życie przed i po przeczytaniu tej książki o rozwoju. Życie przed i po poznaniu jakiejś osoby.

No totalny bałagan, a w zasadzie zwykły schemat obronny oparty na wyparciu.

Piszę o tym dopiero teraz, ponieważ moja głowa podpowiadała mi wcześniej (jak się okazało z lęku), że jestem jedyną osobą na świecie, która tak ma. Skoro jesteś jedyna, to może nie warto o tym pisać? – myślałam. No nie. Bo tego akurat nie jestem w stanie przewidzieć. Jeśli jestem sama z tym to ok, w porządku, nic w tym złego i sobie poradzę. Jednak jeśli gdzieś tam pewna dusza też to ma i też myśli, że jest sama – to warto sprawić by poczuła się lepiej, poczuła że wszystko z nią w porządku.

Jako osoby po przejściach mamy w sobie zakodowany wstyd. Wstyd przed mówieniem prawdy, a że się wyda, że ludzie pomyślą, że powiedzą, że odrzucą, że wyśmieją. I z tego wstydu, z tego lęku przed odrzuceniem – odrzucamy samych siebie. Nie stawiamy się dla siebie samych. W wyniku tego stajemy się kimś innym, odbiciem np. autorytetu, osoby, która często sama nie jest sobą i w głębi ukrywa coś podobnego z czym my tak naprawdę również się borykamy. Pomyślcie jaka to bzdura, jaki automatyzm.

Na początku swojej drogi byłam w stanie poczuć jedno wielkie pragnienie. Wypowiedziałam na głos i zapisałam na kartce w dzienniku mojej drogi intencje dla samej siebie. „Zasługuje na zajęcie się sobą w pełni”.

No właśnie, nie w kawałku, nie po części, nie dopóty zrobi się znośnie. Nie jeśli nie ma nic innego do roboty. W pełni. Mam pragnienie, tęsknotę za całą sobą. Każda część mnie tęskni za drugą. One pragną się scalić, złączyć w całość.

Z tego pragnienia wychodzą systematycznie działania. Odzyskuje kontakt z duszą, medytuję, procesuję. Ostatnio przyszedł czas na ciało. Zapisałam się na yogę. Pierwsze zajęcia za mną, odbyły się w tamtym tygodniu. Kolejne są dzisiaj.

Zdawałam sobie od początku sprawę, że nie będzie lekko. Owszem, wcześniej biegałam na bieżni i jeździłam na rowerku jednak robiłam to w sposób bardzo sztywny, kompletnie odcinając się od mojego ciała. Liczył się tylko czas i ilość spalonych kalorii. Byłam kompletnie głucha na sygnały, energię, samopoczucie mojego ciała. Pragnęłam po prostu zrobić swoje i z bani. Nie lubiłam ćwiczeń i bardzo chciałam to zmienić, pozwolić sobie na przyjemność, pełne odczuwanie wykonywanej aktywności fizycznej. Na zajęciach yogi dla początkujących byłam hmm…. mocno początkująca. Było mi bardzo ciężko wykonywać praktycznie wszystkie figury. Byłam bardzo sztywna, zastana. Zaakceptowałam to w pełni.

Starałam się być obecna, nawet jeśli nie wychodziło mi najlepiej. W trakcie zajęć jednocześnie przepraszałam swoje ciało, że doprowadziłam je do takiego stanu zamrożenia i dziękowałam mu za to, że jest, że stawia się na ten niełatwy powrót do kontaktu ze mną. Podczas zajęć miałam wiele myśli : wstydu, przerażenia, zwątpienia, tego że patrzą. Jednak w każdej jednej chwili byłam dla siebie. Pomagałam sobie przez to przejść. Te ćwiczenia to była dla mnie nowość więc spodziewałam się tych wszystkich systemów obronnych, haseł w głowie, wewnętrznego krytyka itp. Wiedziałam też, że pracuje nad swoją dojrzałością emocjonalną i będę potrafiła każdorazowo zapanować nad lękiem. Wiedziałam, że dam sobie radę. Zrobiłam to okazując sobie pełne zrozumienie. Pełną akceptację. Doceniałam siebie i swoje ciało za to, że jest, że podejmuje wysiłek.

Ręce i stopy pociły mi się z nerwów i ślizgały na macie. Potliwość rąk jest jednym z moich największych kompleksów a tu na złość jeszcze stopy zaczęły się pocić 🙈🙊 Uwierzcie mi, kiedyś spaliłabym się ze wstydu i próbowała to ukryć, albo przerwałabym swoje ćwiczenia i wyszła. Serce zaczęło mi walić jednak ja stawiłam się dla siebie. Jestem wolnym człowiekiem – pomyślałam – płacę za usługę, robię to DLA SIEBIE, po to by MI było komfortowo. Nikt w tej sali nie ma w sobie takiej mocy, ani powodu aby sprawić mi przykrość – nie robię nikomu krzywdy. Stresuje się pierwszymi zajęciami, ponieważ mi zależy, ponieważ staram się i daje z siebie wszystko. Jedyne co mogę teraz czuć to dumę z siebie. Spokojnie wstałam, przeszłam przez salę, wzięłam ręcznik ze swojej torby, założyłam skarpetki i wróciłam na miejsce kontynuując ćwiczenie. Zadbałam o siebie z podniesioną głową. Robiąc kolejne ćwiczenia zauważyłam, że dwie inne dziewczyny ćwiczą w skarpetkach i z ręcznikiem w asyście 😊

Czułam się bezpieczna. Czułam, że panuje nad tym co jest w zasięgu mojej kontroli, wczuwałam się w te ćwiczenia i dawałam z siebie wszystko – dla siebie. Mogłam liczyć na własne wsparcie i to dodawało mi otuchy. Gdy wróciłam po zajęciach do domu byłam skrajnie wycieńczona. W moich mięśniach, tkankach nigdy nie była wpuszczona taka dawka energii i świadomości jak podczas tych zajęć. Bolała mnie praktycznie każda część mnie. Razem 👌 Jeszcze tego samego dnia wieczorem zamówiłam specjalne antypoślizgowe skarpetki i rękawiczki do yogi by problem nie stresował mnie na przyszłość (i parę fajnych bluzek w nagrodę za to, że jestem taka dzielna). No i co? I po kłopocie 🤝👏💁‍♀️

Systemy obronne są i będą. Powiem Wam, że np. wczoraj miałam ból brzucha wywołany lękiem przed dzisiejszymi zajęciami yogi. Wracałam wtedy z pracy do domu samochodem i myślałam, że wykituje. Pierwsze co zrobiłam w domu to usiadłam sama ze sobą i wsłuchałam się w siebie. Zawsze poświęcam temu co czuję uwagę, nie biorę nic na pewniak. Nie ważne jak mocno sobie coś postanowię, wmówię że to dla mnie dobre – nie będzie to dla mnie ważniejsze niż ja sama. Jeśli coś nie będzie mi służyć, nie muszę mieć powodu – jeśli poczuje że coś jest dla mnie nieodpowiednie, niekomfortowe – zrezygnuje. Jednak wcześniej wsłuchuje się. Upewniam, co tak naprawdę moje ciało, moja dusza, moje WD chce mi przekazać. Korzystam ze swojej mądrości, swojej intuicji, swojego odczuwania, które odblokowałam i odczuwam pod kątem : Czy działania, które chce podjąć wynikają z lęku czy z miłości? No i wczoraj szybko zrozumiałam, że zwyczajnie chciałam uciec, odwołać zajęcia bo się bałam. Bo ja się boje bardzo jeszcze odrzucenia, ośmieszenia, tego że ktoś pomyśli o mnie źle. Cały czas pracuje z tymi emocjami, cały czas uleczam w tym zakresie swoje WD. Ja to akceptuje. Ja to rozumiem. Wybrałam działanie z miłości. Okazanie wsparcia, wypowiedzenie do siebie prawdy prosto z serca : „Hej kochanie, świetnie Ci idzie. Jestem z Ciebie dumna. Będę tam z Tobą. Pomyśl jak świetna będziesz za miesiąc, rok. Tak się cieszę, że próbujesz nowych rzeczy, że tak pięknie wzrastasz. Dziękuje Ci, że walczysz o naszą intencję, o nasze lepsze życie. Też się trochę stresuje, to normalne ale cieszę się, że będziesz tam ze mną” I moje serce od razu podskoczyło pełne wigoru i chęci do działania. Bo ono szczerze tego pragnie, ono czuje że to jest dla niego dobre. ❤

Piszę to by pokazać jak lęk czy wstyd potrafią zblokować nas od działania. Piszę to aby pokazać, że one istnieją w każdym z nas i towarzyszą nam na co dzień. Piszę to aby pokazać, że te lęki nas nie definiują, że nie muszą decydować o naszych działaniach. One nie mają żadnej mocy sprawczej, one mają jedynie charakter informacyjny. To MY podejmujemy decyzje. To MY jesteśmy od tego by zadecydować co będzie dla nas lepsze. Otoczcie się opieką długoterminową. Gdybym dała się ponieść lękowi, który ukazywał mi jak kiepska byłam na zajęciach – zrezygnowałabym i schowała się pod kołdrą ze wstydu. Patrząc na sprawę długoterminowo potrafiłam zobaczyć, że to właśnie ten dotychczasowy lęk przed ośmieszeniem i własnym ciałem sprawił, że na zajęciach było mi tak ciężko. Gdyby nie to, pewnie już dawno byłabym masterką yogi. Właśnie taka zblokowana postawa zapętlała mi to błędne koło fizycznego zamrożenia. Zobaczyłam i wiedziałam, że musi nastąpić ZMIANA abym uzyskała inny efekt. Należy zwyczajnie postąpić inaczej, wybrać coś co może nie będzie super przyjemne na starcie – lecz doprowadzi nas w perspektywie do tego czego pragniemy. I to jest ważne by przyswoić. ☝️

Ściskam mocno kochani 🌼

2 myśli w temacie “Fusion

  1. Niestety mamy zakodowane pewne lęki, które strasznie nas blokują. Tymczasem inni borykają się w swoich czterech ścianach z lękami zupełnie podobnymi do naszych. Tylko my o tym nie wiemy.
    Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂
    p.s. też pocą mi się dłonie, u mnie to na tle nerwowym

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: