Można i bez herbaty

Potrzeba ciągłego bycia zajętym/zapracowanym to rodzaj ucieczki, odpowiedź straumatyzowanego organizmu na lęk przed poznaniem/poczuciem swoich prawdziwych uczuć, które wyłoniły by się z nas gdybyśmy na chwileczkę zwolnili tempo.Kochani. Ma to sens prawda?


Jak często uciekamy do swoich telefonów, prac domowych, obowiązków w pracy, gotowania, ćwiczenia, planów na przyszłość itp. „Zaraz zabiorę się za to, tylko zamiotę pustynię”.🙄🤭 Praca nad sobą to ciężka praca ale również wybór, nasza świadoma decyzja. Rozpoznajemy, że to co dotychczas chroniło nas – dalej nam nie służy. Moment w którym z wdzięcznością dziękujemy naszym systemom obronnym i mówimy : „Dziękuje Wam bardzo za opiekę, za ochronę – ale dzisiaj, jestem już wystarczająco silna, by stanąć ze swoim cieniem twarzą w twarz. Dzisiaj jestem wystarczająco doświadczona by móc samej, świadomie a nie podświadomie – wybierać to co dla mnie najlepsze. Od dzisiaj postanawiam nie uciekać, ponieważ zrozumiałam, że uciekałam już tylko przed samą sobą.”


Kochani, jest to droga na całe życie. Dlaczego? Dlatego, że tu nie chodzi o dobieranie jakichś metod terapeutycznych, by się ich trzymać całe życie i się wyleczyć czy myśleć w określony sposób. Tutaj chodzi o to by się w końcu odkryć, ukochać, zaakceptować, znaleźć własną indywidualną drogę, swój własny głos, własne prawdziwe myśli. I to jest klucz do szczęścia – Wy jesteście kluczem. Idealnym, doskonałym kluczem. Wszystko co jest Wam potrzebne, macie tu i teraz w sobie.
Nie uciekajmy. Nie ma takiego miejsca, do którego po przybiegnięciu poczujecie ulgę i bezpieczeństwo. Nie ma takiej ilości naczyń, po umyciu których realnie poczujecie się lepiej. Nie osiadajcie w przeszłości/przyszłości, ponieważ każda chwila mija i żaden moment, żadne pieniądze, żadna praca, nowa torebka, samochód nie sprawią, że będziemy szczęśliwi na zawsze. To są chwilowe uciechy. Naprawdę krótkie. Gdy dotrzemy do jakiegoś miejsca, zaraz szybciutko znajdziemy wynajdziemy inne, bo nie potrafimy żyć w tu i teraz, boimy się tego. Wolimy łudzić się i żyć w czymś co się po prostu nie sprawdza, właśnie z poczucia lęku. Ja wiem, że to jest ciężkie. Ale zastanówcie się, to jak brać ketonal na złamany palec – pomoże bo zakryje, odetnie głowę od impulsów bólu, ale tylko na chwilę i ból wraca bo kości on nie nastawi, no ale co złego to nie on. Żyjąc w takich chwilowych uciechach, nieuniknione jest to, że z czasem czujemy ich ulotność, wpadamy mimowolnie w kolejny lęk. Zamiast szczęścia mamy poczucie wiecznej straty i nieuniknionej obawy przed utratą tego co obecnie nas cieszy. Znam to z autopsji, byłam mistrzynią życia w iluzji, przyszłości, planach, celach, chwilowych przyjemnościach, które rujnowały mój organizm i budżet.


W wyniku tego zamiast żyć – bierzemy udział w wyścigu szczurów. Biegniemy z tłumem mamieni wielkimi banerami, reklamami, wystawami w sklepach, wielkimi uśmiechami na plakatach czy w teledyskach – chcemy być tak szczęśliwi jak Ci ludzie z reklam, filmów. Dlaczego reklama mrożonej herbaty była skonstruowana tak, że po napiciu się jej wszyscy zaczęli radośnie tańczyć ze sobą na plaży. Bo my pragniemy się cieszyć i tańczyć ze sobą nawzajem i ludzie od marketingu doskonale o tym wiedzą łącząc swój produkt właśnie z takimi przeżyciami. Biegamy za szczęściem, próbując je kupić, zasłużyć na nie ciężką pracą. Taki model został nam wpojony. To nic, że słyszymy jak kolejna bogata czy rozpoznawalna osoba zdradza, bierze narkotyki czy popełnia samobójstwo – nadal się nie budzimy. Dlaczego? Bo iluzja, plan odłożony na kiedyś daje nam złudzenie bezpieczeństwa, kiedy on upadnie – zostanie prawda, a to jej boimy się najbardziej, w niej kryją się wszystkie żywe w nas rany i lęki zebrane razem. Osoby budzące się na pewno pamiętają animacje, w których głównymi rolami są szczury w garniturach, albo postacie biegnące za dolarem i spadające w przepaść z napisem „The end”. Ja w swoich wcześniejszych postach bardzo przeżywałam to, że wokół widzę ogrom ludzi borykających się z depresją, zgarbionych, przytłoczonych, ewidentnie nieszczęśliwych. Pisałam jak bardzo nie chce być taka jak oni, tak bardzo bałam się i próbowałam odnaleźć odpowiedź – jak tego uniknąć bo czułam, że tak jak oni – wpadam już we własną otchłań. Mimo analiz, nie mogłam znaleźć wzoru na szczęśliwe życie, ponieważ przypadki szczęśliwych i nieszczęśliwych osób, które obserwowałam były najróżniejsze, bez żadnego wspólnego mianownika. Moi rodzice np. Mama główna księgowa z depresją i Tata lekkoduch również z depresją. Nie wiedziałam już sama, czy to typ pracy który wykonują, czy może to że nie dobrali się w związku. Ja faceta mam super, pracuje na stanowisku Analityka (mam wygodne i dobre stanowisko) i za szczęśliwa nie byłam (nawet bardzo nie). Tak bardzo rozdzierały mnie wewnętrzne pytania : Jak do cholery tego uniknąć? Czy to chodzi o zawód który wykonuje, że jest on sprzeczny z moim powołaniem? Ale ja nie wiem co jest moim powołaniem! I tak w kółko. Myślałam, że oszaleje bo widziałam wyraźnie, że w kodzie społeczeństwa jest coś nie tak, czułam że ja też już w to wpadam ale nie mogłam dojść co konkretnie zrobić, żeby wyłamać się z kajdan marazmu, który codziennie miałam przed oczami. No i ostatnio zrozumiałam.


Zrozumiałam, że to myślenie o pracy i przekładanie na niej odpowiedzialności za moje szczęście – to była kolejna iluzja, którą żyłam. Zrozumiałam, że wpływ na to miało przeświadczenie, że moi rodzice kłócili się wyłącznie o pieniądze, a płakali wyłącznie przez prace. Dlatego ja najbardziej w życiu bałam się pracy i braku stabilności finansowej. I właśnie. Zrozumiałam, że było to błędne przeświadczenie. Gdy chwilę z tym pobyłam, było to dla mnie jasne, że rodzice zwyczajnie uciekali przed własnym cieniem, i ich rany były o wiele bardziej głębokie niż to że w pracy koleżanka powiedziała to czy tamto. Był to ich system obronny. To nie praca ich unieszczęśliwiała, ani brak pieniędzy (który realnie nie istniał, ponieważ pieniądze były ale to inny temat) a ich nieuleczone traumy. I tak moi kochani, odczarowałam kolejne błędne przeświadczenie o tym, że moje szczęście zależy od pracy jaką wykonuje czy od tego ile pieniędzy mam na koncie. To ja mam wpływ na moją pracę, nie na odwrót. Po raz kolejny przekonałam się, że wszystkie odpowiedzi są we mnie, że na wszystko jest odpowiedni moment. Wierzę, że moja dusza mnie prowadzi, że wszechświat mi sprzyja i wie kiedy będę w stanie zrozumieć lub zadziałać w określonych sprawach. W tej sprawie również się nie zawiodłam. Moja dusza sprawiała, że natrafiałam na ludzi o najróżniejszych zawodach, w najróżniejszych stanach emocjonalnych. Bez żadnego powiązania, bez żadnego wzoru. Jeden przypadek przeczył drugiemu. Ujrzałam ludzi żyjących w ubóstwie, mających więcej życia w oczach niż osoby na wysokich stanowiskach. Widziałam też zupełną tego odwrotność, dobrze prosperujących pełnych energii, uśmiechu i pasji rekinów biznesu. Zaobserwowałam, że zawód czy status finansowy nie czyni człowieka szczęśliwym albo nieszczęśliwym. Po prostu może być różnie. Nie jest to jakby zmienną w tej układance. I to jest dla mnie ogromna ulga. Rozumiem też, że praca to cudowne narzędzie dzięki któremu możemy wypełniać swoje powołanie, wyrażać się – jednak myślę, że do odkrycia tego jeszcze trochę. Jednak poznanie prawdy o tym, że nie praca, nie schudnięcie, nie remont, nie Hawaje są w stanie zapewnić mi szczęście – a ja sama – po prostu, od tak, już teraz – sprawiają, że czuje, że tak naprawdę niczego, ale to zupełnie niczego mi w tej chwili nie brakuje.


MK.

2 myśli w temacie “Można i bez herbaty

  1. To mój ulubiony spośród Twoich wpisów 😊 dziękuję za niego. Mierzę się teraz z problemem nieustannego „robienia”, nawet gdy mam wolny dzień, dla siebie, to łapię się za różne aktywności i trudno mi po prostu być i czuć. Pozdrawiam.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: