MOŻESZ

Priorytety. Marzenia. Cele. Plany.

Jak one mają się do nauki o tym, że mamy zawierzać i po prostu być obecnym w tu i teraz? Gdzie w pragnieniach kończy się racjonalizacja i sprawczość głowy a zaczyna słuchanie i podążanie za wewnętrznym głosem?

Gdzie leży ta granica w której przestajemy na siłę pomagać przeznaczeniu a zaczynamy intuicyjnie podążać za przeczuciem. Planując wszystko w głowie, nie idzie przewidzieć czy w danym momencie w przyszłości będziemy gotowi wykonać dany krok. Jako młodzi ludzie jesteśmy jednocześnie bardzo delikatni emocjonalnie a jednocześnie jesteśmy zmuszeni podejmować decyzje, które będą rzutować na całe nasze przyszłe życie. Trzeba się określić, dopasować do którejś ze ścieżek, wybrać drogę. Ja robiłam to z drążącymi kolanami ponieważ nie miałam bladego pojęcia czego chce. Nie potrafiłam się określić, dopasować. To nie był mój czas. I tak się dzieje często. Często nie wiemy czego chcemy, ufamy innym, starszym że wiedzą od nas lepiej i przy wyborze to ich pragniemy uszczęśliwić, sprawić by byli z nas dumni, zadowoleni – pragniemy zasłużyć na ich miłość. W wyniku tego porzucamy siebie dla innych, i po paru latach gdzieś w połowie szczurzego pędu prowadząc samochód budzimy się totalnie zagubieni i skołowani myśląc „co się do cholery wydarzyło z moim życiem. Nawet najpiękniejsza i usłana różami droga będzie dla nas męczarnią, jeśli nie będzie nasza.

Czego ja właściwie chcę? Pytam siebie szczerze chyba pierwszy raz … Z tej gonitwy myśli i uczuć wysuwa mi się pewna niezgoda. Gdzieś tam przeglądam studia, kursy, wszystko trwa tyle lat, gdzieś tam nie pasuje mi to wszystko do końca – a frustracja we mnie rośnie i rośnie. Do cholery! – walnęłam pięścią w stół w pewnym momencie zadając sobie pytanie. Czy chcesz robić to co kochasz czy chcesz udowodnić, że masz predyspozycje by robić to co kochasz i dostać od kogoś na to pozwolenie? Nastąpiła cisza. Następnie prawda doszła do głosu i wskazała mi problem. Jeśli moje pragnienia są nieokiełznane w swej naturze (bo naprawdę są) to czy moim obowiązkiem jako istoty społecznej jest dopasować to pragnienie do powszechnie akceptowalnej normy? Jednej? A jeśli ja chce robić coś na wiele różnych sposobów, za każdym razem inaczej i chce żeby to ewoluowało po swojemu na dziko to jaką i w ogóle po co wybierać mi do tego specjalizację? Czy jeśli tego nie zrobię to będę okrzyknięta przegrywem albo oszustem? Czy jeśli tego nie zrobię i nie będę miała dyplomu to czy ktoś gdzieś w ostatnim rzędzie będzie mieć prawo krzyknąć : Hej ! Ty! Kim Ty w ogóle jesteś?! Nic nie umiesz!”. A czy dyplom mnie od tego uchroni? A może wystarczyłoby mu nie uwierzyć? Nie dać mu prawa, nie pracować z nim, nie pić z nim kawy i robić swoje? Czy ta racjonalizacja, lęk przed odrzuceniem nie odbiera nam całej przyjemności ze zwyczajnego działania? To jakbyśmy na siłę próbowali się wstrzymywać, jakbyśmy bali się że tu i teraz jesteśmy nie tacy, nie wystarczający i że nie damy rady.

Czy jeśli pragnę pomagać ludziom to czy muszę iść na studia i zostać psychologiem? Czy jeśli kocham gotować to czy muszę zacząć pracować w restauracji albo iść do Masterchefa żeby to udowodnić? Czy może wystarczy zwyczajnie być życzliwym, pisać dla ludzi i zwyczajnie gotować z przyjemnością – robić to na 100% z serca i zobaczyć co w przyszłości z tego wyniknie? Jak tak zaglądam w siebie szczerze, to ja nie chcę zostać absolwentką żadnej kolejnej uczelni. A chęć zrobienia tego wynikała z lęku. Lęku i poczucia, że nie mogę bo jestem jeszcze nie taka. Czemu tak bardzo próbujemy osiągać szczyty ścieżek karier, które ktoś kiedyś wyznaczył. Wyznaczamy sobie cele zamiast zwyczajnie, już tu i teraz – robić to co kochamy. Spełnienie powszechnie mylone jest z akceptacją otoczenia… Jesteśmy czymś więcej niż schematem. Moje kolorowe wrażliwe istoty.

Kocham ludzi i pasjonuje mnie praca z emocjami – dlatego piszę tutaj z tej miłości. I to jest naprawdę. I to jest idealne i wystarczające. Nie wiem jak będę to wyrażać za miesiąc, rok. Daje temu płynąć.

Robię to na 100%. Po swojemu. Moje działania płyną prosto z mojego serca. Jestem w tym cała, autentyczna. Robię to z miłości i z miłości się tym dzielę. Pragnę to robić i jest to szczere pragnienie mojej duszy, której nie mam zamiaru niczym ograniczać. Pragnę odkodować te wszystkie ograniczające schematy w mojej głowie. Pragnę zrzucić z siebie oczekiwania innych jakie cały czas żyły w mojej głowie.

Powtarzam sobie z pełną wiarą, że MOGĘ , że jestem WYSTARCZAJĄCA taka jaka jestem, tu i teraz. I to mi daje siłę do działania. Magda

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: