Kopniak na szczęście

Mamy w sobie wszystko czego nam potrzeba. W naszej podróży dane nam jest wzrastać i rozszerzać swoją perspektywę. Dzieję się to za przyczyną doświadczania. Doświadczamy wewnętrznie – to co w świecie zewnętrznym m.in. ludzi których spotykamy, książki które czytamy, traumy jakie przechodzimy, marzenia jakie snujemy, wzruszenia, złości, wkurwienia, radości – to wszystko ma uświadomić nam co dzieję się wewnątrz nas. Uświadomić z czym na daną chwilę możemy pracować, to drogowskaz. To co nas porusza w danym momencie to jest dokładnie to co miało wypłynąć na wierzch – zwyczajnie przyszedł na to czas. To złe co „wiecznie nam się powtarza” np. spotykanie takich samym toksycznych ludzi, którzy traktują nas w podobny sposób to najzwyczajniej w świecie materia w zakresie której stawiamy niezmiennie opór, bądź z którą pracujemy zbyt płytko. To wszystko dzieję się po to byśmy w końcu zajęli się tematem i byli szczęśliwi. To dyskomfort sprawia, że wąż zaczyna tańczyć i pozbywać się wylinki. Taką samą funkcję pełni wszelkiego rodzaju dyskomfort w naszym życiu – to kopniak do zmiany, zmiany na lepsze.

Doceńmy to. Doceńmy szczególnie ludzi, wszak ich działanie na nas jest najpotężniejsze. Każda osoba, którą spotykamy na naszej drodze – niesie ze sobą jakąś wiadomość. My również jednocześnie coś jej uświadamiamy. Służymy sobie nawzajem. Jesteśmy prowadzeni. Nie wiem przez co, ale wiem że nasze działania nie są wynikiem przypadku. Co więcej, wierzę że wszystko służy w imię dobra. Idąc za ciosem powiem więcej – nic co staje na naszej drodze, nie jest w stanie nas złamać, bowiem przed naszą szanowną postacią nie pojawia się nic co nas przerasta bądź nokautuje na amen. Wszystko jest idealnie skrojone – czas, miejsce, okoliczności – jak na miarę, zawsze z korzyścią dla ducha (czyli dla nas).

Jeśli coś nas spotyka, to oznacza że jesteśmy wystarczająco silni by się z tym zmierzyć – zazwyczaj to ostatnia rzecz jaka przychodzi nam do głowy gdy wpadamy w kłopoty, jednak warto zapamiętać. Jest to oczywiście bardzo ciężkie do pojęcia, często sama powątpiewam. Jednak zimno kalkulując : To człowiek wbił mnie w dół i to człowiek wyciągnął mnie z niego. Wiele razy. Czy któryś z nich pomógł mi mniej lub bardziej? Szczerze wierzę, że każdy z nich przekazał mi odrębny i perfekcyjnie skrojony dla mnie przekaz. Równie ważny. Jeśli nie byłabym w dole przez tego pierwszego, nie spotkałabym tego drugiego człowieka, który nie dość, że wyciągnął mnie z dołu to jeszcze pomógł odnaleźć mi cel w życiu. Za każdym razem można zauważyć synchroniczny przekaz, idealną równowagę bólu i ukojenia, smutku i radości, słabości i siły – która doprowadza człowieka do miejsca w tu i teraz.

Im mniejszy opór wewnętrzny na zmianę tym lepiej, jak z zerwaniem plastra. Niech rzuci pierwszy kamieniem ten kto nie przeciągał tego momentu (z plastrem). Niech wystąpi ten kto nie bał się bólu, pieczącej skóry, oderwanego zbyt szybko strupka krwi, wyrwanych przez klej włosków. Niech podniesie rękę ten kto nie udawał, że żadnego plastra nie ma, albo co lepsze, że ręki na której jest plaster nie ma. Każdy z nas się boi, każdy ma chwile zwątpienia, wyparcia, przeciążenia. Ale i każdy z nas ma w sobie idealny zestaw, indywidualnie odebranej codzienności (skarb!) – by pomóc sobie nawzajem ruszyć na przód, przypomnieć o ręce, plastrze, i rance. Poświecić przykładem, zainspirować, wkurzyć, wskoczyć na ambicje, odwrócić uwagę – wszystko ruchy są dozwolone – bowiem walczymy w słusznej sprawie. Dlatego każdemu jednemu człowiekowi na swojej drodze DZIĘKUJĘ.

Dziękuję oprawcom, dzierżącym niewdzięczne role. Uzdrowicielom, nauczycielom którzy zainspirowali, pokrzepili do odkrycia własnego Ja. Potrzebującym, którzy pomogli mi odnaleźć w sobie dar ukojenia i opieki. Wspierającym, którzy o dziwo zawsze wiedzą co powiedzieć lub zrobić. Nie mniej osobom obserwującym tego bloga, za czytanie, komentowanie, wysyłanie wiadomości – za tą cudowną synergię, wymianę emocji, doświadczeń, inspirację jakiej tu doświadczamy i dzięki której wzrastamy. Każdemu z osobna serdecznie dziękuję.

Nasze historie są przesłaniem dla pozostałych. Swoją obecnością, autentycznością przybliżamy siebie nawzajem w odnalezieniu drogi do domu, drogi do siebie. Nie ma nic ważniejszego. Głupio Ci teraz, że tyle razy czułeś się nieistotny? Mi też. MK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: